Wczorajsza sesja z pewnością nie przebiegała tak, jak powinna przebiegać sesja, w czasie której padły rekordy notowań. Mamy najwyższe poziomy czteroletniej hossy, a brak jest kupujących. Starczyło ich jedynie na tyle, by zatrzymać pewne siebie niedźwiedzie w okolicach szczytu. Podobnie jak miało to miejsce w piątek, ruch na fixingu uważam za mało wiarygodny.
Wygląda na to, że większość graczy postanowiła wykorzystać rekordy do realizacji zysków, a niektórzy nawet do zajęcia pozycji do gry na spadek cen. Czy tak się reaguje na rekordy? Kto trzyma się wyłącznie zasad AT, raczej tego nie robi. W końcu pokonanie oporu i nowe szczyty to raczej sygnał kontynuacji ruchu, a nie jego końca.
Takie zagranie to wyraz braku wiary w dalszą zwyżkę. Faktycznie - taka słabość popytu w chwili, gdy powinien on zmiatać oferty sprzedaży, może budzić wątpliwości co do szans na zarobek na długiej pozycji. Problem w tym, że tak widoczna wątpliwość raczej nie może przerodzić się w większy spadek cen. Gdyby tym rekordom towarzyszyły dodatnia baza i dynamiczny ruch cen, to oczywiście można by się było obawiać, czy to już nie koniec zwyżki. Teraz, gdy wątpliwości są niemal powszechne, a baza jest bliska -30 pkt, gra na spadek wydaje się mieć mniejsze szanse powodzenia.
Pamiętajmy, że baza nie jest jedynym wskaźnikiem. Zawsze najważniejszym pozostają ceny. Cofnięcie się wykresu po zaliczeniu nowego maksimum to sygnał słabości. Obawa przed kupnem na szczycie jest zbyt silna. Tym bardziej, że co szybsi gracze widzą już formację podwójnego szczytu. Na takie scenariusze jest zdecydowanie za wcześnie, a z wnioskami poczekajmy na wskazania samego rynku. Na razie kluczowym wsparciem pozostaje konsolidacja z połowy listopada i dopiero zejście niżej da sygnał do transakcji.