Początek poniedziałkowej sesji przyniósł kontynuację zapoczątkowanej przed tygodniem korekty ostatniej fali wzrostowej S&P 500. Na razie nie jest ona głęboka - od wierzchołka z 25 listopada indeks stracił 1,5%. Pogłębienie korekty będzie istotnym sygnałem, że charakter trendu wzrostowego na amerykańskim rynku akcji nie uległ zmianie. W ostatnich dwóch latach każdy istotny ruch w górę prowokował istotną kontrakcję podaży. Efekt jest taki, że choć na zamknięcie sesji 25 listopada S&P 500 miał najwyższą wartość od ponad czterech lat, to w tym roku zyskał ledwie 5%. Żeby uniknąć scenariusza głębokiej korekty (poprzedni ruch wzrostowy został zniesiony o 62%) S&P 500 powinien ukształtować minimum nie niżej niż na 1245 pkt, gdzie znajduje się wierzchołek z sierpnia tego roku. Bardzo istotne znaczenie dla trendu na rynku amerykańskich akcji będzie miał test wsparcia na 1,17 na wykresie EUR/USD. Przełamanie tej granicy, zapowiadające dalsze umocnienie dolara, powinno zwiększyć napływ kapitału portfelowego, co na notowania akcji oddziaływać będzie korzystnie. Jak istotne znacznie mają wydarzenia na rynku walutowym, pokazuje statystyka zmian kursów spółek z S&P 500 w dolarach i euro. Biorąc pod uwagę notowania w USD - wzrosły kursy mniej więcej 290 firm, 210 spadły. Otrzymujemy zatem obraz dość niemrawego trendu wzrostowego. Natomiast w euro poszły w górę notowania 420 spółek, przy ledwie 80 spadkach. Zwyżka kursów 84% korporacji wchodzących w skład S&P 500 sugeruje hossę. Rosnące przekonanie o dalszym umocnieniu dolara może mieć zatem kluczowe znaczenie.

Z punktu widzenia rynków wschodzących bardzo ważne wydarzenia rozgrywają się na rynku obligacji. Słabsze od oczekiwań dane z amerykańskiego rynku usług (indeks ISM wyniósł 58,5 wobec oczekiwanych 59 pkt) nie powstrzymały zwyżki rentowności i ta zbliża się do szczytu z początku listopada. Przekroczenie 4,66% będzie sygnałem początku nowej fali wzrostowej, co znacznie utrudni zwyżkę kursów akcji na rynkach wschodzących.