Poniedziałkowy spadek na rynku kontraktów terminowych, który po pokonaniu szczytu z początku października dość szybko zawrócił, wywołał dość dużą niepewność wśród posiadaczy długich pozycji. Spadki za oceanem wywołane kolejnymi zwyżkami i powrotem notowań ropy powyżej 60 USD były kolejnym argumentem za kontynuacją korekty. "Zetki" mimo to po otwarciu wykonały ruch w górę, jednak podaż tylko na to czekała. Z łatwością zepchnęła ceny na południe przy dość biernej postawie popytu.

Generalnie wzrost rozpoczęty pod koniec listopada charakteryzuje się dość niską zmiennością, co wydaje się dziwne w obliczu bicia historycznych rekordów. Na rynku nie było widać także najmniejszych oznak euforii, a wręcz wydawało się, iż wzrost kontynuowany jest siłą rozpędu. Naruszenie oporów i powrót jest idealnym sygnałem rozpoczęcia silniejszej korekty i byki powinny zdawać sobie z tego sprawę. Wystarczy chociażby przypomnieć gwałtowne spadki, z jakimi mieliśmy do czynienia w październiku w analogicznej sytuacji. Oczywiście słabość, jaką pokazał rynek, niczego nie przesądza. Nadal znajdujemy się w trendzie wzrostowym i prawdopodobieństwo ukształtowania nowego wyższego szczytu jeszcze w tym roku jest mimo wszystko większe niż rozpoczęcie średnioterminowej korekty. Niestety, kolejna sesja spadku może oznaczać, iż rynek może czekać zejście nawet do poziomu 2430 pkt., zwłaszcza jeśli zostanie naruszona krótkoterminowa linia trendu wzrostowego, łącząca dołki z drugiej połowy listopada.

Warto zwrócić uwagę także na zachowanie bazy, która na wkrótce wygasającej serii grudniowej jest ujemna. Będzie to niewątpliwie sprzyjało posiadaczom długich pozycji w czasie kontynuacji przeceny.