Pozostający znacznie poniżej październikowego szczytu dzienny MACD przestrzegał, że wyjście kontraktów ponad maksimum sprzed 2 miesięcy może okazać się nietrwałym sukcesem byków. Spasowały jednak nad wyraz szybko. Już na drugiej sesji od ustanowienia rekordu wszech czasów notowania wróciły poniżej przełamanego oporu. Nie jest to dobry znak dla posiadaczy długich pozycji.
W przeciwieństwie do sytuacji z drugiej połowy września, lutego 2005 r. czy jesieni 2003 r., kiedy tworzeniu szczytu towarzyszyła podwyższona zmienność rynku, teraz stopniowo ona maleje. Pod tym względem obecna sytuacja przypomina tę z wiosny 2004 r. Wskaźnik ATR z 5 sesji spadł do 37 pkt, podczas gdy w połowie listopada przekraczał 55 pkt. Można zauważyć, że zarówno wzrost, jak i spadek zmienności podczas fal wzrostowych jest jedną z zapowiedzi formowania lokalnego szczytu. Przemawia za tym widoczna na tygodniowym Stochasticu negatywna dywergencja. Towarzyszyła ona również tworzeniu wiosennej górki.
Te elementy wskazują na ograniczony potencjał zwyżkowy, ale nie są wystarczające, aby zapowiadać zakończenie okresu dobrej koniunktury. Z tym należy się wstrzymać do chwili przełamania przez kontrakty wsparcia przy 2502 pkt, związanego ze szczytem z 18 listopada. To pozwalałoby mówić o zniżce w stronę październikowego dołka. Wypada on przy 2260 pkt. Przy takiej diagnozie obecne poziomy nie zachęcają do otwierania długich pozycji. Równocześnie za wcześnie jest do grania "na krótko".
Trwający od połowy maja sukcesywny wzrost MIDWIG, który wyniósł w tym czasie wartość tego indeksu o jedną czwartą w górę, nie zachęcił inwestorów do zwiększenia aktywności na tym instrumencie. W listopadzie obróciło się jedynie 45 kontraktów, choć w styczniu było to 524 sztuki, a rok wcześniej 930.