- Brakuje mi podstawowych informacji, aby podejmować jakiekolwiek decyzje dotyczące spółki. Zwróciłem się do zarządu o przedstawienie wyników finansowych i do tej pory ich nie otrzymałem - stwierdził minister Mikosz, odpowiadając wczoraj w Sejmie na pytania posłów. Zastrzegł jednocześnie, że decyzje w sprawie LOT-u będzie podejmować po rozmowach z drugim co do wielkości akcjonariuszem - syndykiem Swissaira (ma 25% walorów, Skarb Państwa dysponuje 68%). Kiedy do nich dojdzie? - Myślę, że bardzo szybko - odpowiedział Mikosz. Według ministra, "firma przestaje być sterowalna", ponieważ pracownicy nie popierają działań zarządu, co oznacza brak zgody co do restrukturyzacji przedsiębiorstwa. Czy to zapowiedź zmian we władzach spółki, nie wiadomo.
A. Mikosz uznał również, że oferta publiczna LOT-u jest teraz niemożliwa. Tymczasem zarząd ocenia, że mogłoby do niej dojść w II kwartale 2006 r. I że pomogłaby uporządkować akcjonariat, a także byłaby okazją do podwyższenia kapitału. Choć emisja nie jest, zdaniem prezesa Marka Grabarka, kwestią "być albo nie być" dla przedsiębiorstwa. Minister Mikosz wykluczył wczoraj możliwość dokapitalizowania przewoźnika przez Skarb Państwa.
Na niedawnym spotkaniu z dziennikarzami prezes Grabarek informował, że w ciągu trzech kwartałów LOT wypracował 2,16 mld zł przychodów. W tym czasie wynik na podstawowej działalności wyniósł 157 mln zł w porównaniu z niespełna 70 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku, a zysk netto prawie 195 mln zł (79 mln zł przed rokiem). Rezultaty były lepsze od zaplanowanych przez firmę w budżecie. Ubiegły rok spółka zakończyła stratą z podstawowej działalności w wysokości 14,3 mln zł i zyskiem netto 18 mln zł. W tym roku, zdaniem prezesa, zysk z podstawowej działalności sięgnie co najmniej 100 mln zł, a netto może wynieść około 150 mln zł.
Spółka realizuje program "500 mil", zakładający trwałe obniżenie kosztów operacyjnych w latach 2005-2006 o 500 mln zł. Oszczędności są zarzewiem konfliktu między zarządem a załogą.
PAP