Reklama

Alchemia ozłoci inwestorów?

Publikacja: 10.12.2005 06:05

Z Kariną Wściubiak,

prezesem Alchemii,

rozmawia Krzysztof Jedlak

Po publikacji prognoz i strategii kurs spółki wzrósł do 135 zł. Czy nie uważa Pani, że to absurdalny poziom?

Teraz już nie. Jeżeli mówimy konkretnie o kursie 135 zł - to absolutnie nie wydaje mi się, żeby to był absurdalny poziom. Uważam, że jeśli się weźmie pod uwagę planowany wynik netto grupy, czyli 80-100 mln zł w przyszłym roku - a myślę, że w rzeczywistości będzie to raczej 100 niż 80 mln zł - to jest to dobra wycena. Zwłaszcza że taki zysk grupa zamierza wypracować naprawdę na "czystej" działalności operacyjnej - nie licząc przejęć i zdarzeń jednorazowych, np. sprzedaży aktywów. Ponadto, mam porównanie z wycenami sporządzanymi przez analityków finansowych. I po prostu wiem, że kurs nie jest absurdalnie wysoki.

Reklama
Reklama

Czyli kurs dyskontuje przyszłość?

Myślę że tak i że dyskontuje właściwie.

Dlaczego zatem ocenia Pani, że do tej pory Alchemia była spółką spekulacyjną? Jeżeli wycena rzetelnie oddaje wartość przedsiębiorstwa - a tak Panią zrozumiałem - to trudno tu mówić o spekulacji.

Tak, ale uważam, że dopiero teraz - po publikacji prognoz i naszych planów - można twierdzić, że wycena jest właściwa. Wcześniej wszyscy mówili o Alchemii jako o firmie spekulacyjnej, ponieważ niewiele było wiadomości ze spółki. Niewiele konkretów.

Na koniec września aktywa grupy sięgały 207 mln zł, zobowiązania około 130 mln zł. Wskaźnik C/WK (cena do wartości księgowej przypadającej na akcję) po ostatniej zwyżce notowań wynosi prawie 30 i jest - nie licząc chyba tylko Ekodrobu - najwyższy na giełdzie. Widać, że inwestorzy bardzo wierzą w Alchemię...

...bardzo mnie to cieszy...

Reklama
Reklama

...skoro jej kapitalizacja sięga 1,5 mld zł. Czy, Pani zdaniem, rynek jest efektywny? Abstrahując od tego, że oczywiście rynek nigdy się nie myli.

Myślę, że rynek "uzupełnia" teraz wiedzę na temat spółki - po prezentacji jej prognoz i wyników. Zainteresowanie naszymi planami było bardzo duże. Nie ukrywam, że wielu inwestorów, w tym indywidualnych, dzwoniło do firmy, do mnie i pytało - wręcz prosiło - o jakieś informacje na temat tego, co się będzie działo z Alchemią. Wszyscy zauważyli przejęcie przez nas Huty Batory, ale nie wiedzieli, czego należy się po tym spodziewać. Czy pan Karkosik ją sprzeda czy nie. Teraz możemy powiedzieć jasno: nie sprzeda, a my się będziemy bardzo mocno rozwijać w tym sektorze.

Załóżmy nawet, że strategia, prognozy, przejęcie Huty Batory uzasadniają jakoś to, co się dzieje, czy działo z notowaniami spółki w ostatnim czasie. Ale weźmy pod uwagę wcześniejszy okres, np. koniec zeszłego roku. Wtedy w grupie nie było jeszcze Huty, a aktywa Alchemii sięgały niespełna 20 mln zł, przy zobowiązaniach na poziomie 17 mln zł. Kapitalizacja wynosiła już kilkadziesiąt milionów złotych. Kurs od miesięcy dynamicznie rósł. Spółka oficjalnie nie mówiła nic o swoich planach. Jak by Pani wytłumaczyła ówczesną hossę? Może były jakieś przecieki...

Nie, na pewno nie. Jestem bardzo daleka od stawiania takich tez. Myślę, że działała słynna już wiara w pana Karkosika. W to, że jeżeli spółka jest w jego rękach, to nie zostanie zamknięta, zlikwidowana, że znajdzie się dla niej jakieś rozwiązanie, jakiś pomysł. I tak się stało. To on był inicjatorem wejścia w branżę stalową. Tak - to była wiara w znanego już dobrze na rynku inwestora.

Magia nazwiska?

Magia nazwiska. Magia nazwy. Alchemia - ta nazwa zobowiązuje. Taka spółka musi zamieniać wszystko w złoto. I ja wierzę, że tak będzie.

Reklama
Reklama

Alchemia zapłaciła panu Karkosikowi milion złotych za Waszą - jak Pani mówi - perłę w koronie, czyli Hutę Batory. Ta firma decyduje o wynikach grupy, która w tym roku ma zarobić 39 mln zł, a w przyszłym 80-100 mln zł. Nie rozumiem, dlaczego pan Karkosik nie zostawił jej sobie w portfelu. Wtedy nie musiałby się dzielić jej zyskami. W Alchemii nie ma przecież 100%...

To pytanie do Romana Karkosika. Moim zdaniem, kieruje nim przede wszystkim chęć rozwijania biznesu. Ale nie chce przy tym sam koncentrować się na łączeniu firm czy konsolidacji rynku. Dlatego za naprawdę symboliczne pieniądze przekazał Hutę Batory Alchemii. Żebyśmy to my - jako zarząd - stworzyli odpowiedni zespół, dobrali sobie właściwych ludzi i rozwinęli ten projekt tak, żeby wszyscy na tym skorzystali. Pan Karkosik chce tworzyć, budować...

Ale - jeśli brać za dobrą monetę Wasze prognozy dla Huty Batory - zarobiłby być może więcej, gdyby zostawił sobie te aktywa w portfelu niż jako strategiczny udziałowiec Alchemii. Choć i w ostatnim przypadku zyskał krocie ze względu na wzrost kursu...

Romanowi Karkosikowi zależy na tym, żeby kreować "szerszą" wartość. Tworzyć i rozwijać.

Alchemia jest restrukturyzowana od 2001 r. Do chwili przejęcia Huty Batory restrukturyzacja polegała na likwidacji produkcji skór i wejściu w sektor recyklingu tworzyw sztucznych oraz produkcji włóknin puszystych. Teraz się dowiadujemy, że recykling i produkcja włóknin zostaną wydzielone i sprzedane. To znaczy, że cztery lata zmarnowano?

Reklama
Reklama

Tak to może wyglądać z boku, ale nie był to okres stracony. Wcześniej nie mieliśmy konkretnej strategii i nie mieliśmy Huty Batory. Próbowaliśmy więc coś wymyślić i zastąpić produkcję skór różnymi inwestycjami. To było takie rozwiązanie przejściowe. A dlaczego tworzywa sztuczne? Otóż dlatego, że mieliśmy zaplecze "zbywczo-nabywcze" w naszej grupie kapitałowej (rozumianej bardzo szeroko, jako grupa spółek Romana Karkosika - red.). Chodziło o dostawy surowca do Elany, zabieranie z niej odpadów i przerabianie. Ale podkreślam: było to przejściowe rozwiązanie. Myślimy o sprzedaży tej działalności, bo teraz już do naszego wizerunku nie pasuje.

Czyli pomysł wejścia w sektor stalowy pojawił się później, a wcześniejsze rozwiązania były tymczasowe?

Tak. Dlatego nie uważam, że straciliśmy cztery lata. Wydzielane aktualnie spółki, zajmujące się recyklingiem i produkcją włóknin, będą świetnie zarabiały. Tyle tylko, że ich profil nie pasuje do naszej strategii. I dlatego z zyskiem się ich pozbędziemy.

Kilka miesięcy temu poinformowaliście o tajemniczym kontrahencie, nieujawnionym z nazwy, który miał Alchemii zapewnić obroty na poziomie 10-15 mln zł miesięcznie...

...do końca roku zamykamy współpracę...

Reklama
Reklama

...zamykamy, czyli definitywnie kończymy?

Tak.

Projekt się nie powiódł?

Powiódł. Spółka zarobiła, ale nie mogę jeszcze powiedzieć - ile, bo musiałabym ujawnić "strukturę" współpracy, a tego nie chcę robić. Ta współpraca miała przejściowy charakter. Chodziło o to, żeby Alchemia mogła zarobić i na pewien czas ulokować nadwyżkę środków, jaka pojawiła się w efekcie emisji akcji sprzed kilku miesięcy.

Kiedy Pani powie, co robiliście dla kontrahenta i kto nim był?

Reklama
Reklama

Jak zakończymy z nim współpracę.

Ale wzajemne obroty nie były tak duże, jak deklarowaliście...

Nie, nie były. Podane przez nas kwoty wskazywały na maksymalny poziom obrotów, do jakich się zobowiązaliśmy, ale nie było aż takiego zapotrzebowania z drugiej strony.

Zanim Alchemia objawiła się w sektorze stalowym, jej kurs mocno podbijały np. doniesienia o planowanym handlu paliwami i uzyskanych koncesjach. Jakoś w tej sprawie zapadła cisza...

Cisza jest dlatego, że nad tym pracujemy. To był jeden z celów naszej ostatniej emisji. Zapewniam: cel jest realizowany. Paliwa to bardzo specyficzna, trudna branża, w której trzeba się bardzo delikatnie poruszać. Dlatego nie możemy o tym mówić zbyt wiele.

Pracujemy cały czas nad bardzo dużym kontraktem. Jego realizacja oznaczałaby dla nas dodatkowe znaczące przychody.

To znaczy, że poza ekspansją w sektorze stalowym Alchemia będzie się jednak zajmować handlem paliwami?

Będzie się zajmować realizacją tego kontraktu, z myślą o którym wskazaliśmy rozwój handlu paliwami jako cel poprzedniej emisji. Oczywiście, jeśli uda nam się dopiąć umowę. Jeśli nie - zmienimy ten konkretny cel emisji.

Ten kontrakt to będzie "incydent" w historii spółki?

Powiedzmy, że to będzie poboczna działalność, którą zajmować się będzie spółka matka.

W niedawnej ofercie firma sprzedawała akcje udziałowcom po 3 zł - przy kursie wielokrotnie wyższym. Cena emisyjna została opublikowana kilka miesięcy później, niż ustalono prawo poboru. Inwestorzy, którzy kupowali akcje z prawem poboru, dostawali w jakimś sensie kota w worku. Czy podobnie może być przy planowanej emisji?

Nie chcę się do tego odnosić. NWZA przed nami. Nie wiem, niestety, jakie decyzje podejmie walne zgromadzenie. I - bardzo mi przykro - nie mogę komentować żadnych kwestii z tym związanych.

Zarząd oczekuje jednak, że ze sprzedaży do 45 mln nowych akcji spółka uzyska 50-80 mln zł. To sugeruje, że cena emisyjna będzie nie wyższa niż ostatnim razem.

Takie są nasze oczekiwania. Ale jakie będą decyzje akcjonariuszy, trudno mi powiedzieć.

Dlaczego nie zdecydujecie się na emisję po cenie rynkowej. To byłby być może dobry sposób, by tę cenę przy okazji zweryfikować; sprawdzić, czy jest popyt na akcje po np. 135 zł?

Uważam, że do tej pory podawaliśmy za mało informacji na temat spółki, za mało było przejrzystości, klarownych danych o jej rozwoju i strategii. W związku z tym emisja z prawem poboru, a więc taka, jaką planujemy, wydawała mi się najbardziej uczciwym rozwiązaniem. Żeby zbyt długo nie czekać na pieniądze i nie poddawać się weryfikacji rynku już teraz. Na pewno poddamy się takiej weryfikacji przy okazji następnej, bardzo dużej emisji, do której może dojść w najbliższych latach. Wtedy rynek, znając dobrze firmę i efekty jej działalności, będzie mógł zaoferować odpowiednią cenę. Wcześniej musimy i chcemy udowodnić, że nasza strategia jest słuszna. A dopiero potem zwrócimy się do rynku po pieniądze.

Planujecie trzy przejęcia w sektorze stalowym, które mogą pochłonąć 50-300 mln zł. Będą finansowane wpływami z emisji i przede wszystkim kredytem?

Tak.

Nie spodziewacie się kłopotów z uzyskaniem dużego kredytu?

Nie. Myślę, że ich nie będzie.

Jakie firmy chcecie przejąć?

Jedną w Polsce i dwie za granicą - na południu. Nic więcej teraz nie mogę powiedzieć.

Walcownię Rur Andrzej?

Roman Karkosik ma 10% WRA. Chciałby zwiększyć zaangażowanie i nie ukrywa, że docelowo firma mogłaby się znaleźć w naszej grupie. Ale to dodatkowy projekt.

Zaczynała Pani jeszcze jako prezes Garbarni Brzeg, a tymczasem Alchemia to firma z sektora tworzyw sztucznych i branży stalowej. Trudno się było Pani nauczyć, co to są rury bez szwu i wlewki stalowe?

Nie. Kiedy rozwijaliśmy Elanę (wytwarza np. granulat PET, włókna poliestrowe; jest kontrolowana przez R. Karkosika - red.) jeździłam bardzo często za granicę, m.in. do Indonezji. Oglądaliśmy instalacje chemiczne. Byłam jedyną osobą, która przyglądała się produkcji z bardzo bliska, nawet wchodziła na jakieś kominy czy maszyny. Podobnie jest w przypadku Huty Batory. Kiedy zobaczyłam, jak stal przelewa się w pieco-kadziach, byłam zafascynowana. To miłość od pier

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama