- Jestem przekonany, że nowe propozycje będą już lepsze w porównaniu z dotychczasowymi, ale jeszcze nie będą - niestety - pewnie takie, jakich byśmy oczekiwali - powiedział wczoraj premier Kazimierz Marcinkiewicz. To oficjalna reakcja polskiego rządu na doniesienia o ewentualnych zmianach projektu budżetu planowanych przez Londyn (który szefuje w tym półroczu pracami UE).
"Financial Times" spekuluje, że rząd z Downing Street skłonny jest zmniejszyć coroczny rabat swojej składki do unijnej kasy o więcej, niż zaproponowane w ubiegłym tygodniu 1,15 mld euro. Większość krajów uważa bowiem, że Londyn przy projektowaniu budżetu dbał przede wszystkim o własne finanse. Tezę tę potwierdza ujawniony przez "The Sunday Times" e-mail ambasadora brytyjskiego w Polsce, Charlesa Crawforda, w którym sugeruje on najszybsze zakończenie negocjacji, bez uwzględnienia argumentów państw członkowskich.
Dalej jednak nie wiadomo, ile ostatecznie wyniesie składka Wielkiej Brytanii i jakie będą środki UE na politykę spójności (a więc na biedniejsze regiony). Ubiegłotygodniowa oferta Londynu oznaczała zmniejszenie budżetu dla Polski z projektowanych wcześniej przez Brukselę 62 mld euro (w latach 2007-2013) do około 56 mld euro. Broni nas Komisja Europejska. Jej przewodniczący José Manuel Barroso wystosował list do brytyjskiego premiera Tony?ego Blaira. Poprosił o wprowadzenie stopniowego zmniejszania rabatu brytyjskiego oraz równych zasad dostępu do unijnych funduszy.
O skuteczności próśb dowiemy się w środę wieczorem. Wtedy prezydencja przedstawi nowy pomysł na budżetowy kompromis. Do tego czasu będą trwać ożywione negocjacje z krajami członkowskimi. W czwartek rozpoczną się już finałowe rozmowy premierów.
Politycy pesymistycznie oceniają możliwość zakończenia negocjacji budżetowych już w grudniu br. - Nie jestem szczególnie optymistyczny. Prezydencja brytyjska do tej pory rozczarowała - przyznał wczoraj Dariusz Rosati, europoseł, wiceprzewodniczący Komisji Tymczasowej Parlamentu Europejskiego ds. Środków Budżetowych w Rozszerzonej Unii. - Europarlament obecnego projektu brytyjskiego na pewno nie zaakceptuje - dodał. Nawet prezydencja jest niepewna kompromisu. - Pole manewru jest bardzo małe, wszyscy chcielibyśmy osiągnąć porozumienie. Ale nie może ono być osiągnięte za wszelką cenę - oznajmił Jack Straw, minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii.