Badania firmy Global Insight na zlecenie grupy finansowej National City Corp. świadczą o stopniowym wychładzaniu koniunktury w sektorze nieruchomości, na którym, według danych rządowych, w ostatnich pięciu latach ceny wzrosły średnio o 55%.

Ceny spadają najszybciej na północnym wschodzie USA. Wciąż jednak wśród przewartościowanych rynków znajdują się okolice Nowego Jorku, Bostonu i Waszyngtonu. Aż 41% najdroższych miejsc w USA położonych jest bądź w Kalifornii, bądź na Florydzie. Inne "rodzynki" to takie miejscowości, jak Phoenix w Arizonie czy Honolulu na Hawajach. Badaniem objęto 299 głównych aglomeracji.

Wciąż 65 (38%) z 299 badanych rynków grozi korekta cen - ostrzega raport. Najgorętszym miejscem w USA pozostaje Naples na Florydzie, gdzie różnica między wartością rynkową a rzeczywistą (fair value) sięga 84%. Średnia cena domu w tym mieście wynosiła w minionym kwartale 335 tys. USD, a fair value - zaledwie 182 tys. USD.

Wielu ekonomistów ostrzega przed skutkami przegrzania rynku nieruchomości. Gwałtowny spadek cen może mieć poważne skutki dla całej gospodarki. Richard DeKaser, główny ekonomista National City Corp., uważa, że wciąż nie można przewidzieć, jak będzie przebiegać proces korekty cen.