Początek wtorkowej sesji wyglądał dość obiecująco. Kontrakty ruszyły do góry, przekraczając poziom poniedziałkowego maksimum i ustanawiając rekord. Później jednak przyszło osłabienie, w wyniku czego przełamana została trzydniowa intradzienna linia trendu wzrostowego. Ten sygnał mógł być odebrany jako okazja do zepchnięcia rynku w dół, jednak zamiast tego do końca notowań mieliśmy do czynienia z niemrawą konsolidacją. Ogólna wymowa sesji nie jest jednoznaczna. Brak reakcji na przełamanie wspomnianej linii oznacza, że rynek przynajmniej chwilowo nie jest gotowy do poważniejszej korekty. Z drugiej strony trend wzrostowy coraz wyraźniej traci impet, i to pomimo przekroczenia poziomu październikowego szczytu i tym samym braku oporów. Widać to po górnym knocie wczorajszej świecy.
Jeszcze bardziej negatywną wymowę ma formacja klina zwyżkującego, której dolne ramię biegnie przez trzy dołki począwszy od 10 listopada, a górne przez szczyty z 18 listopada i 5 grudnia. Już samo powstanie tej formacji można uznać za ostrzeżenie, jednak sygnałem sprzedaży byłoby dopiero wybicie z niej dołem. Na ogół chcąc przewidzieć zasięg ruchu po wybiciu z klina, odkładamy jego szerokość od punktu, w którym nastąpiło przełamanie. Na przykład gdyby wybicie nastąpiło w środę, to na jego podstawie należałoby się spodziewać spadku do około 2420 pkt. Nie jest to dużo w porównaniu z październikową korektą, jednak długoterminowy obraz rynku uległby znacznemu pogorszeniu. Oscylatory, takie jak RSI i MACD, utworzyłyby kilkumiesięczne negatywne dywergencje. Poza tym realnych kształtów nabrałaby sięgająca październikowego wierzchołka formacja podwójnego szczytu. Sygnały te byłyby na tyle poważne, że należałoby się liczyć ze zmianą głównego trendu na spadkowy.