Kontrakt między związkiem zawodowym Transport Workers Union a Metropolitan Transit Authority wygasa w piątek minutę po północy. Rozmowy będą się najprawdopodobniej toczyły do ostatniej chwili. Skutki gospodarcze ewentualnego strajku burmistrz Nowego Jorku Michael Bloomberg oszacował na 400 mln USD dziennie. Położone na wyspach miasto, w którym mieszka 8,1 mln ludzi, a dodatkowy milion dojeżdża codziennie do pracy, zostałoby całkowicie sparaliżowane. Ratusz już zapowiedział znaczne ograniczenia w poruszaniu się samochodów osobowych po mieście. Np. na Manhattan będą mogły wjeżdżać pojazdy, w których znajdować się będą co najmniej cztery osoby.

Firmy finansowe, banki oraz nowojorskie giełdy opracowały własne plany awaryjne, aby w jak największym stopniu zminimalizować skutki strajku. Część pracowników będzie mogła pracować w domach. Pozostali dotrą na Manhattan własnymi samochodami bądź w autobusami podstawionymi przez własne firmy. Najpoważniejsze kroki podjęło Securities Industry Association, które wynajęło i zaoferowało innym firmom 50 dużych autobusów, które dowiozą pracowników do dwóch centrów finansowych na dolnym i środkowym Manhattanie. Na listę chętnych wpisało się 17 firm, w tym New York Stock Exchange.