Trwa huśtawka cen za Atlantykiem. Najpierw we wrześniu, kiedy to południowe wybrzeże USA nawiedziły najpotężniejsze od lat huragany, obserwowano gwałtowny wzrost cen energii - a co za tym idzie także innych towarów konsumpcyjnych. Teraz, gdy rynek energetyczny nie jest już tak rozgrzany, ceny płacone przez konsumentów lecą w dół.
W listopadzie obniżyły się o 0,6% w stosunku do poprzedniego miesiąca. Skala lekko zaskoczyła, bo ekonomiści oczekiwali spadku o 0,4%. Nie przewidywali, że nośniki energii - to ta grupa towarów przesądziła o spadku inflacji - mogą zostać przecenione tak bardzo. Ceny energii spadły aż o 8%. Żywność, która odpowiada za jedną piątą wartości wskaźnika, zdrożała o 0,3%, trzeci miesiąc z kolei.
Ekonomiści przewidzieli zaś, że o 0,2% w porównaniu z październikiem podniesie się tzw. bazowy indeks cen, który żywności i energii nie uwzględnia. Za ponad połowę tej zwyżki odpowiadał 1,3-proc. wzrost opłat za pobyt w hotelach.
Roczna stopa inflacji spadła w listopadzie do 3,5%, w porównaniu z 4,3% notowanymi miesiąc wcześniej. Roczna stopa inflacji bazowej wyniosła 2,1%, czyli tyle samo, ile poprzednio.
Inwestorzy więcej uwagi przywiązują do tego drugiego wskaźnika. Jest on też drogowskazem dla amerykańskiej Rezerwy Federalnej w prowadzeniu polityki monetarnej. Ponieważ wzrost cen energii z opóźnieniem przekłada się na zwyżkę cen innych towarów, i proces ten prawdopodobnie jeszcze się nie skończył, analitycy twierdzą, że należy się spodziewać dalszych podwyżek stóp przez Fed. - Rezerwa Federalna nie może być zadowolona ze zwyżki inflacji i pozostanie czujna w nadchodzących kwartałach - stwierdził Scott Andersen, cytowany przez Bloomberga starszy ekonomista z Wells Fargo.