Zmianom ekipy rządzącej towarzyszy zazwyczaj zmiana części procedur i zwyczajów, w tym także dotyczących tworzenia budżetu. O zapowiedzi tworzenia budżetu zadaniowego PiS mówił już od dawna - ma to nastąpić od przyszłego roku. Na początku listopada premier zapowiedział, że dojdzie do likwidacji RCSS, a niezależne instytuty ekonomiczne będą opracowywały raport o stanie finansów państwa, opiniowały projekt budżetu i istotne dla gospodarki projekty ustaw. Krok godny pochwały. Konia z rzędem temu, kto w ostatnich latach czytywał opracowania RCSS (można tutaj zauważyć, że ostatnie opracowanie ekonomiczne na stronie RCSS nosi datę 1 sierpnia 2005 r.); choć trzeba wspomnieć, że i RCSS miewał swoje okresy popularności, kiedy to opinie szefa tej instytucji wywierały duży wpływ na rynki finansowe.
Warto jednak zwrócić uwagę, że premier zaproponował, aby instytuty ekonomiczne wydawały opinie o budżecie państwa "jeszcze przed przyjęciem przez rząd". O ile co do idei można nie mieć zastrzeżeń, o tyle jej realizacja niesie ze sobą znaczące ryzyko dotyczące przepływu informacji. Budżet państwa zawiera bowiem bardzo wiele informacji pożądanych przez uczestników rynków finansowych. W początkowej fazie, przy konstrukcji założeń do budżetu (czerwiec), rynki finansowe pragną głównie informacji o wysokości planowanego deficytu i wskaźnikach makroekonomicznych. Potem we wrześniu ich uwaga przesuwa się na składowe dochodów i wydatków, ewentualne zmiany księgowe oraz w szczególności na plany odnośnie do sposobu finansowania deficytu budżetowego. Przy braku rewolucji w budżecie oraz odpowiednim sposobie informowania o przebiegu prac nad budżetem waga ostatecznych dokumentów rządowych dotyczących budżetu dla rynków finansowych jest niska - inwestorzy bowiem jeszcze przed ich publikacją znają główne szczegóły.
W przyszłym roku sytuacja może być zupełnie inna. Po pierwsze, w Ministerstwie Finansów będą trwały prace nad zmianami w podatkach. Po drugie, najprawdopodobniej będzie wchodziło w życie szereg innych reform PiS, które będą miały, wpływ na budżet. Po trzecie, budżet będzie tworzony zadaniowo, co będzie powodowało brak porównywalności z budżetem z 2006 roku. Informacje o budżecie na 2007 rok będą więc w centrum uwagi rynków finansowych i należy dołożyć szczególnej staranności, by wszyscy uczestnicy rynków finansowych mieli jednakowy dostęp do tych samych informacji. Rozszerzenie dostępu do rządowych dokumentów o szereg instytutów ekonomicznych zwiększa ryzyko, że tak nie będzie.
Sądzę, że istnieją co najmniej dwa sposoby uniknięcia sytuacji, kiedy część uczestników rynku finansowego mogłaby mieć szybszy dostęp do dokumentów rządowych niż inni. Najlepszym sposobem jest upublicznianie propozycji rządowych w momencie opuszczenia przez nie gmachu Ministerstwa Finansów czy kancelarii premiera. Chodzi tu zarówno o czerwcowe założenia do budżetu (wysyłane do Komisji Trójstronnej), jak i projekt ustawy budżetowej z uzasadnieniem. Rozumiem, że w przyszłości działoby się to w momencie przesłania tych propozycji instytutom ekonomicznym.
Drugim sposobem - w mojej ocenie gorszym - mogłoby być wyraźne zaznaczenie - na stronach internetowych i na samych dokumentach - jakie dokumenty i kiedy opuszczają kancelarię premiera czy Ministerstwo Finansów, jaki mają status (poufne?, tajne?) z zaznaczeniem odpowiedzialności za ewentualne złamanie tego statusu.Sądzę, że nikogo nie należy przekonywać, że informacja potrafi mieć na rynku finansowym bardzo wymierną wartość. Zapraszam stronę rządową do podjęcia dyskusji na opisany przeze mnie temat, chociażby poprzez wyjaśnienie, kiedy - według obecnych regulacji - dokumenty dotyczące budżetu tracą swój poufny status (w momencie ich przekazania do Komisji Trójstronnej?). A Czytelnikom mogę obiecać, że jeśli pojawią się analizy budżetu świadczące o znajomości propozycji rządowych przed ich upublicznieniem i zdjęciem klauzuli "poufne" czy "tajne", podzielę się z nimi tą wiedzą.