Załóżmy, że wpłacamy do funduszu 100 zł i że zarabia on 10% rocznie. Po 10 latach mamy ok. 260 zł. Jeśli fundusz co roku potrąci z aktywów 3% z tytułu zarządzania i innych opłat, zarobimy tylko 7% rocznie i powiększymy oszczędności jedynie do 196 zł po 10 latach. Oczywiście wyniki funduszy, które widzimy np. w prasie codziennej, już uwzględniają te koszty i przeciętny inwestor nie musi się bawić w taką matematykę. Może sobie jednak wyobrazić, jaką mógłby osiągnąć stopę zwrotu, gdyby nie opłaty.
Opłaty pobierane z aktywów zaniżają stopę zwrotu wypracowywaną przez fundusz. Im dłużej oszczędzamy, tym większe znaczenie tych kosztów. Mogą one być argumentem przeciwko inwestowaniu w fundusz, a na rzecz samodzielnego kupowania akcji, obligacji czy kontraktów na indeksy giełdowe (tym bardziej że funduszom rzadko udaje się pobić WIG20 czy WIG).
Opłaty sobie, wyniki sobie
Co ciekawe, większa opłata za zarządzanie nie musi oznaczać gorszego wyniku z inwestycji. Tabela 1 pokazuje korelację między opłatami za zarządzanie w poszczególnych grupach funduszy a ich stopą zwrotu w okresie 31.10.2004-31.10.2005 r. W tabeli uwzględnione są maksymalne koszty limitowane podawane w statutach funduszy.
Z wyjątkiem funduszy rynku pieniężnego korelacja jest większa od zera. Dodatni współczynnik korelacji oznacza w tym przypadku, że im wyższe koszty, tym lepszy wynik funduszu. Jednocześnie we wszystkich przypadkach współczynnik jest bliski zera, a to oznacza, że zależność między jednym a drugim jest bardzo słaba. O istotnej współzależności można by mówić przy współczynniku wyższym niż 0,6 lub niższym od - 0,6.