Reklama

Uwaga na prowizje

Za usługi związane z inwestowaniem w fundusze trzeba płacić. Wynagrodzenie pobiera TFI, które zarządza pieniędzmi inwestorów, oraz dystrybutor, który pomaga wybrać fundusz i przyjmuje wpłaty. Koszty obniżają rentowność inwestycji. Jest jednak sporo sposobów, by je ograniczyć, a nawet ich uniknąć.

Publikacja: 16.12.2005 08:18

Załóżmy, że wpłacamy do funduszu 100 zł i że zarabia on 10% rocznie. Po 10 latach mamy ok. 260 zł. Jeśli fundusz co roku potrąci z aktywów 3% z tytułu zarządzania i innych opłat, zarobimy tylko 7% rocznie i powiększymy oszczędności jedynie do 196 zł po 10 latach. Oczywiście wyniki funduszy, które widzimy np. w prasie codziennej, już uwzględniają te koszty i przeciętny inwestor nie musi się bawić w taką matematykę. Może sobie jednak wyobrazić, jaką mógłby osiągnąć stopę zwrotu, gdyby nie opłaty.

Opłaty pobierane z aktywów zaniżają stopę zwrotu wypracowywaną przez fundusz. Im dłużej oszczędzamy, tym większe znaczenie tych kosztów. Mogą one być argumentem przeciwko inwestowaniu w fundusz, a na rzecz samodzielnego kupowania akcji, obligacji czy kontraktów na indeksy giełdowe (tym bardziej że funduszom rzadko udaje się pobić WIG20 czy WIG).

Opłaty sobie, wyniki sobie

Co ciekawe, większa opłata za zarządzanie nie musi oznaczać gorszego wyniku z inwestycji. Tabela 1 pokazuje korelację między opłatami za zarządzanie w poszczególnych grupach funduszy a ich stopą zwrotu w okresie 31.10.2004-31.10.2005 r. W tabeli uwzględnione są maksymalne koszty limitowane podawane w statutach funduszy.

Z wyjątkiem funduszy rynku pieniężnego korelacja jest większa od zera. Dodatni współczynnik korelacji oznacza w tym przypadku, że im wyższe koszty, tym lepszy wynik funduszu. Jednocześnie we wszystkich przypadkach współczynnik jest bliski zera, a to oznacza, że zależność między jednym a drugim jest bardzo słaba. O istotnej współzależności można by mówić przy współczynniku wyższym niż 0,6 lub niższym od - 0,6.

Reklama
Reklama

Jedynie w przypadku funduszy rynku pieniężnego można stwierdzić, że wyższe koszty generalnie negatywnie wpływają na wynik. To oczywiste, jeśli weźmiemy pod uwagę kategorię papierów wartościowych, w którą te podmioty inwestują. Trzeba jednak pamiętać, że najbardziej rentowne fundusze pieniężne o niskich kosztach (rzędu 1%) najczęściej dostępne są dla inwestorów instytucjonalnych lub bardzo zamożnych osób fizycznych (np. UniWIBID, CitiPłynnościowy czy GTFI Premium).

Własny portfel

Nie znaczy to jednak, że kosztów nie warto ograniczać. A można to robić odpowiednio konstruując portfel inwestycyjny. W tej chwili ogromną popularnością cieszą się fundusze stabilnego wzrostu. Polecane są przez doradców finansowych jako kompromis między zyskiem a bezpieczeństwem - przy niskim udziale akcji w perspektywie np. dwóch lat mamy praktycznie zapewnioną ochronę kapitału. Część akcyjna jest jednak na tyle wysoka, by w przypadku hossy zapewnić stopę zwrotu wyższą niż 10%.

Okazuje się, że każdy może sobie sam złożyć fundusz stabilnego wzrostu z nieco tańszych "klocków". Dotyczy to jednak osób, które mają do zainwestowania przynajmniej kilka tysięcy złotych. Można wpłacić 20% oszczędności do funduszu akcji, a resztę do funduszu rynku pieniężnego. Średnie koszty zarządzania takim portfelem wyniosą ok. 1,6%, podczas gdy w funduszach stabilnego wzrostu stawka wynosi ok. 3% rocznie.

Prowizje od wpłat

Nieco inaczej jest z opłatami manipulacyjnymi. Obniżają one zysk z inwestycji poprzez uszczuplenie - z reguły na wstępie - kwoty inwestowanych środków. Najdroższe są fundusze akcji (opłaty do 5,5%), a najtańsze rynku pieniężnego (najczęściej brak prowizji lub symboliczna opłata rzędu 0,2%). Opłaty te w większości lub w całości trafiają do dystrybutorów funduszy, takich jak banki, biura maklerskie czy firmy doradztwa finansowego.

Reklama
Reklama

Trudno znaleźć racjonalne wytłumaczenie dla tak dużych różnic w cenach jednostek funduszy. Z punktu widzenia dystrybutora wysiłek i czas poświęcony na sprzedaż funduszu pieniężnego i funduszu akcji są podobne. Decydującym czynnikiem jest prawdopodobnie zmienność notowań poszczególnych podmiotów. W funduszu akcji z powodzeniem można zarobić (lub stracić) kilkadziesiąt procent rocznie. To sporo w relacji do 5-proc. opłaty. Prowizja rzędu 5% niwelowałaby do zera zysk możliwy do osiągnięciaNieliczne TFI obok opłat za nabycie pobierają także opłaty za umorzenie jednostek. Jeśli takie opłaty są, należy zdawać sobie sprawę, że będą pobierane prawdopodobnie od znacznie wyższej kwoty niż aktualnie wpłacana (bo trzeba uwzględnić zyski). Dobrym rozwiązaniem jest stosowanie tych opłat tylko wówczas, gdy klient umorzy jednostki np. w ciągu pierwszego roku czy dwóch lat oszczędzania. Dzięki temu opłaty "za wejście" mogą być niższe (TFI spodziewa się przetrzymać klienta dłużej i zainkasować opłaty za zarządzanie) i jednocześnie inwestor ma bodziec, by zostać w funduszu dłużej. Takie rozwiązanie zastosowały fundusze Arka, a z funduszy zagranicznych WIOF SICAV (zupełny brak opłaty za wejście a jedynie opłata za wyjście w pierwszych dwóch latach).

Tanie inwestowanie

Warto szukać sposobów ograniczenia opłat manipulacyjnych. Dotyczy to w szczególności osób, które inwestują krótkoterminowo, przeskakując z funduszu do funduszu zależnie od sytuacji na rynku. Warto zawczasu zapewnić sobie możliwość dokonywania takich zmian w portfelu bez dodatkowych kosztów. Poniżej kilka "patentów" na niższe opłaty.

1. Promocje. Od czasu do czasu TFI znoszą lub obniżają opłaty manipulacyjne w swoich funduszach w ramach promocji. Warto z nich korzystać, pamiętając jednak, że promocje mogą być wsparciem dla słabszych funduszy, które nie "sprzedają się" ze względu na wyniki z inwestycji.

2. Bez pośredników. Bardziej popularne jest promowanie zerowych opłat w przypadku tzw. wpłat bezpośrednich. Chodzi o sytuację, kiedy klient zakłada rejestr w funduszu z pominięciem pośredników. TFI może wówczas zaoferować jednostki bez prowizji, która jest przecież zyskiem pośrednika. TFI zarabia na opłatach pobieranych z aktywów.

3. Internet. Część TFI promuje brakiem opłat transakcje dokonywane w sieci. Przykładem może być platforma efund.pl, stworzona przez największego w Polsce agenta transferowego - firmę OFI. W tej chwili na przykład bez opłat można za jej pośrednictwem kupić fundusze PKO/CS. Wadą tej platformy jest to, że nie jest ona zintegrowana z kontem bankowym klienta.

Reklama
Reklama

4. Banki. Najbardziej znanym miejscem, gdzie można kupić jednostki bez prowizji, jest supermarket mBanku - tutaj oferta jest bardzo szeroka, obejmuje aż 56 funduszy. Obniżone opłaty na zakup jednostek funduszy BPH oferuje bank BPH klientom korzystającym z obsługi konta przez internet. Jednak nie wszystkie banki promują fundusze w ten sposób. Deutsche Bank PBC, który oferuje fundusze spoza swojej grupy kapitałowej (8 TFI), pobiera standardowe prowizje.

5. Polisa. Coraz popularniejsze jest "opakowywanie" funduszy inwestycyjnych w formę polisy na życie (oferty Nationwide, Skandii Życie, Nordei Życie czy TU Europa). Daje to określone korzyści prawne (np. zwolnienie z podatku od spadków i darowizn), ale też pozwala na uniknięcie opłaty za nabycie jednostek oraz za konwersję z funduszu do funduszu (także między różnymi TFI). Jeśli dodamy do tego możliwość zarządzania takim portfelem funduszy przez internet, otrzymujemy coś na kształt supermarketu. Wadą są dodatkowe koszty pobierane przez ubezpieczyciela. Są one jednak jawne i przejrzyste i nie przekreślają atrakcyjności oferty.

6. IKE i plany systematycznego oszczędzania (PSO). TFI skłonne są stopniowo obniżać opłaty za nabycie jednostek w przypadku systematycznych inwestorów. Z reguły wystarczy zadeklarować wpłaty co miesiąc przez kilka lat i wówczas wpadamy na ścieżkę malejących opłat. Wycofując się z PSO przed terminem będziemy jednak musieli zwrócić darowane prowizje. W większości przypadków bardziej opłacalne będzie skorzystanie z planów systematycznego oszczędzania w wersji IKE. Niektóre TFI poszły tutaj jeszcze dalej, całkowicie znosząc prowizje. Przykład: oferta TFI Allianz, w ramach której opłaty manipulacyjne są zniesione pod warunkiem, że oszczędzamy minimum 5 lat.

7. Duże wpłaty. Większość TFI ze wzrostem wartości rejestru obniża opłaty. A więc jeśli wartość naszych oszczędności w danym funduszu przekroczy np. 50 tys. zł, wówczas kolejne jednostki kupimy już z niższą prowizją. Taka kumulacja nie jest jednak oczywista - nie stosuje jej część funduszy zagranicznych. Przy bardzo dużych wpłatach można oczywiście negocjować poziom opłat.

Koszty limitowane

Reklama
Reklama

Głównym składnikiem opłat potrącanych z aktywów funduszu są koszty zarządzania. Poza swoim wynagrodzeniem TFI z aktywów wpłaconych przez klientów pokrywają także koszty działalności funduszu. Chodzi przede wszystkim o wynagrodzenie banku depozytariusza, agenta transferowego, pokrycie kosztów obowiązkowych ogłoszeń prasowych oraz działalności marketingowej. Te koszty mogą być wrzucane do opłaty za zarządzanie lub limitowane oddzielnie. I wreszcie, pewna - w praktyce niewielka - część kosztów potrącanych z aktywów nie podlega ograniczeniom. Są to np. prowizje maklerskie związane z dokonywaniem transakcji, odsetki od kredytów, które fundusz zaciąga, czy podatki, które płaci. O tym, o jaką kwotę pomniejszone zostały aktywa funduszu w danym roku, można dowiedzieć się ze sprawozdania finansowego. W praktyce dominującą pozycją w kosztach jest wynagrodzenie dla TFI.

23- tyle TFI ma licencję Komisji Papierów Wartościowych i Giełd na działalność

182- tyle krajowych funduszy inwestycyjnych prowadzi działalność w Polsce - według Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami

Expander

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama