Co kilkanaście sekund między godziną 15.10 a 16.10 do systemu giełdowego trafiał koszyk zleceń kupna (najprawdopodobniej po każdej cenie) akcji z indeksu WIG20. Jego wartość za każdym razem opiewała na około 760 tys. zł. "Koszyków" było około 120, co pozwala szacować, że tylko w wyniku tych transakcji wartość obrotów akcjami zwiększyła się w piątek o około 180 mln zł (liczona dwustronnie).
Wszystko
przez nieefektywną wycenę
Za takie zachowanie inwestorów w dużej mierze odpowiada fakt, iż przez ostatnie 3 miesiące utrzymywało się duże, nieuzasadnione dyskonto notowań kontraktów terminowych na indeks WIG20 w stosunku do samego indeksu. Na początku listopada niedowartościowanie kontraktów wynosiło nawet 60 pkt! Niektórzy inwestorzy wykorzystywali tę rozbieżność do osiągnięcia dodatkowego zysku. Obarczona bardzo małym ryzykiem inwestycyjnym strategia mogła polegać na tym, że inwestor, który zamierzał kupić akcje odzwierciedlające skład WIG20, zamiast nich kupował sporo tańsze kontrakty na WIG20. Miał pewność, że do dnia wygaśnięcia notowania kontraktów praktycznie zrównają się z notowaniami WIG20 (wynika to ze sposobu ustalania ostatecznego kursu rozliczeniowego dla kontraktów). W piątek kontrakty wygasły - inwestor zarobił na nich więcej niż w tym samym czasie mógł zarobić na akcjach z WIG20, a ponieważ chciał utrzymać takie same zaangażowanie w blue chips, to wygasające kontrakty zastępował akcjami (stąd kupno "koszykami").
Dziwaczne piątki