Kurs Zelmera wzrósł w piątek o 8,2% i sięgnął 23,8 zł. Był najwyższy w historii. W czasie sesji notowania sięgały nawet 26 zł (+18,2%). To oznacza, że inwestorzy, którzy nabyli akcje rzeszowskiej firmy w styczniu w ofercie publicznej (cena emisyjna wynosiła 13,2 zł lub 12,90 zł - w przypadku inwestorów indywidualnych korzystających z 2-proc. dyskonta) i sprzedali papiery podczas piątkowej "górki", odnotowali 100-proc. zarobek.
Co było przyczyną tak istotnej zwyżki? - W spółce nic nadzwyczajnego w piątek się nie wydarzyło. Kurs Zelmera rośnie systematycznie od końca listopada. Niedawno podwyższyliśmy tegoroczną prognozę zysku netto z 17 mln zł do 20 mln zł, co potwierdza, że spółka ma mocne fundamenty i dobrze sobie radzi. Cieszy nas rosnące zainteresowanie inwestorów Zelmerem - komentuje Maciej Olszak, szef biura zarządu.
Zwyżce notowań sprzyja niska płynność walorów spółki (w piątek właściciela zmieniło kilkanaście tysięcy akcji, stanowiących nieco ponad 0,1% kapitału). Free float to zaledwie 12,3% wszystkich papierów, z czego znaczna część znajduje się najprawdopodobniej w rękach inwestorów finansowych. I to właśnie w transakcjach instytucji należy upatrywać przyczynę wzrostu kursu. Niedawno spółka informowała o stopniowym zwiększaniu zaangażowaniu przez OFE Commercial Union (ma ponad 11-proc. pakiet). Z Zelmera w ostatnim tygodniu wychodziły również komunikaty o nabyciu akcji przez członków rady nadzorczej (i osoby z nimi związane) oraz przez żonę członka zarządu firmy. W pierwszym przypadku chodziło o przydział nieodpłatnych akcji pracowniczych, w drugim była to giełdowa inwestycja małżonki jednego z menedżerów.