Kilka tygodni temu opublikowałem na tych łamach artykuł "Szybszy wzrost, niska inflacja" i wygląda, że właśnie taki scenariusz się materializuje. Z jednym wszakże zastrzeżeniem. Wzrost gospodarczy w trzecim kwartale i wskaźniki ekonomiczne na początku czwartego kwartału wskazały na ożywienie jeszcze wyraźniejsze niż było powszechnie oczekiwane, podczas gdy inflacja pod koniec tego roku będzie znacząco niższa od prognoz.
Ciekawe zresztą, że dane o listopadowej inflacji (spadek do 1% z 1,6%) zaskoczyły wszystkich, tylko nie bank centralny. W komunikacie przesłanym do agencji informacyjnych szef analiz NBP stwierdził, że kształtowanie się wskaźników inflacji w październiku i listopadzie jest zgodne z sierpniową projekcją inflacji, a obniżenie się rocznego wskaźnika inflacji spowodowane zostało przede wszystkim odchyleniami, które mogą mieć charakter przejściowy. Pomijając fakt, że inicjatywa banku centralnego, polegająca na wysyłaniu komentarzy do publikowanych danych, jest sama w sobie dość ciekawa (czyżby bank centralny bał się utrwalenia niskiej inflacji w Polsce skoro od dwóch miesięcy mówi, że inflacja spada, ale to nic takiego, bo już za chwilę będzie rosła? A może boi się reakcji rynku na tak dobre dane?), ich treść pozostawia, moim zdaniem, sporo do życzenia.
Oczywiście, najważniejszą przyczyną spadku inflacji były niższe niż oczekiwano ceny żywności i paliw. W przypadku cen żywności rzeczywiście możemy (choć wcale nie musimy) mieć do czynienia z czynnikiem jednorazowym (zakaz eksportu polskiej żywności do Rosji spowodował wzrost podaży i spadek cen), choć nie wiadomo, jak długo on może trwać i czy nie doprowadzi do spadku inflacji poniżej 1% już w grudniu. Z drugiej strony, ceny paliw były niższe zarówno z powodu spadku cen ropy na rynkach światowych, jak i silnego złotego. Prognozowanie czynników podażowych zawsze wiąże się z jakąś (być może większą niż w innych przypadkach) dozą niepewności, jednak dlaczego dla niektórych przedstawicieli banku centralnego niepewność zawsze oznacza ryzyko wzrostu cen?
Wydaje się, że niepewność w równym stopniu oznacza ryzyko tego, że ceny te będą kształtowały się niżej niż się obecnie przewiduje, co może spowodować korzystną dla inflacji niespodziankę. Zauważmy, że szoki podażowe mają to do siebie, że są nieprzewidywalne i gdyby niepewność związana z możliwością ich wystąpienia miała wiązać bankom centralnym ręce, to trudno byłoby podejmować jakiekolwiek decyzje w polityce monetarnej.
Szkoda, że komentarz NBP do listopadowej inflacji nie zwraca uwagi na zachowanie cen w innych kategoriach, które wskazuje na brak oznak presji inflacyjnej w polskiej gospodarce i nie daje wskazówek, że może się ona pojawić w przyszłości. Wręcz przeciwnie, aktywność ekonomiczna przybiera na sile, a jednocześnie wzrost cen (nawet pomijając paliwo i żywność) słabnie. Warto zauważyć, że inflacja netto (CPI bez cen żywności i paliw) ponownie spadła w listopadzie - do 1,1% r/r (zapewne bank centralny wytłumaczy to efektem bazy). Po znacznym wzroście cen paliw i żywności, obserwowanych jakiś czas temu, nie ma również wyraźnych sygnałów o występowaniu tzw. efektów drugiej rundy, o których RPP wspomina w swoich komunikatach od kilku miesięcy. Sugeruje to, że nawet jeśli nastąpi pewne odbicie wskaźników inflacji w najbliższej przyszłości, nie stworzy ono raczej ryzyka dla średnioterminowych perspektyw inflacji i celu inflacyjnego NBP.