Z raportu wynika, że w ubiegłym roku aż 2830 fundusze obniżyły koszty obsługi kont. W 2003 r. zrobiły to zaledwie 622 fundusze. Niższe opłaty były przede wszystkim wynikiem nie jednorazowych cięć, ale nowych wieloletnich kontraktów z doradcami inwestycyjnymi.
W 2004 r. przeciętny fundusz akcji pobierał od inwestorów 1,45% wysokości aktywów - twierdzi Lipper. Rok wcześniej wskaźnik ten wynosił 1,5%. W całym sektorze funduszy inwestycyjnych wydatki obniżyły się jeszcze wyraźniej, bo z 1,89% do 1,78%.
Wśród głównych przyczyn spadających kosztów inwestycji Lipper wymienia zmiany wprowadzone przez fundusze po skandalach z 2003 r. Wiele rodzin funduszy oskarżono wówczas o nieprawidłowości w obracaniu jednostkami uczestnictwa, w tym o faworyzowanie kapitału spekulacyjnego kosztem długoterminowych inwestorów.
Do obniżki kosztów przyczynili się także sami inwestorzy, którzy przerzucili kapitał do funduszy nie dotkniętych skandalem, a jednocześnie pobierających niższe opłaty. Wielkie firmy inwestycyjne, które nie były zamieszane w skandale, takie jak Vanguard, Fidelity oraz T. Rowe Price, tradycyjnie pobierają niższe prowizje od swoich klientów. Dla przykładu Vanguard oszacował nowe wpływy na 36,9 mld USD, a opłaty w największym funduszu Vanguard 500 Index wynoszą zaledwie 0,18%.
Inne przyczyny spadających kosztów inwestycji, na jakie wskazuje Lipper, to także fuzje, które spowodowały wchłonięcie funduszy pobierających wyższe opłaty. Oprócz tego wiele funduszy zaczęło stosować wobec wielkich inwestorów instytucjonalnych tzw. breakpoints, wyznaczając limity inwestycji, powyżej których automatycznie obniżane są opłaty i prowizje. Takie ulgi negocjują w USA duże plany emerytalne, lokujące kapitał w funduszach.