Kombinacja historycznych maksimów i niskiej zmienności indeksów doskwiera nie tylko warszawskiej giełdzie. Podobnie jak WIG20 zachowują się czołowe europejskie indeksy Na przykład, londyński FT-SE 100 spadł wczoraj 0,02%, natomiast niemiecki DAX obniżył się o 0,06%. Nie sądzę, żeby inwestorzy już teraz rozpoczęli święta - ich niechęć do podejmowania istotnych decyzji, może wynikać z niepewności, jaką na światowe rynki akcji wprowadzają waluty. Praktycznie cały 2005 rok upłynął pod znakiem wzrostu wartości dolara, mimo że na początku roku prognozy dla tej waluty były jednoznacznie negatywne. Kiedy część inwestorów już przekonała się do dolara, ten niespodziewanie zaczął tracić na wartości. Pytanie, czy jest to tylko korekta w głównym trendzie, czy też definitywny zwrot, pozostaje otwarte.
Niemiecki DAX - po piątkowym rekordzie - wczoraj odpoczywał. Na razie nie ma podstaw do zmiany założenia, zgodnie z którym wykres indeksu powinien dotrzeć w okolice 5,9 tys. punktów, gdzie znajduje się 62-proc. zniesienie bessy z lat 2000-2003.
W dalszym ciągu kontynuacją trendu spadkowego zapoczątkowanego przed ponad dwoma miesiącami, zagrożony jest węgierski BUX. Wprawdzie po przełamaniu dolnego ramienia symetrycznego trójkąta nie nastąpił spadek poniżej październikowego minimum, ale na razie zachowanie rynku można interpretować jako ruch powrotny do przebitego wsparcia. Przy czym, żeby spadkowy scenariusz pozostał aktualny, notowania nie powinny już iść w górę w odniesieniu do wczorajszego zamknięcia.
Innym czynnikiem utrzymującym niepewność wokół akcji jest złoto. W przedostatni piątek kosztowało ponad 530 USD za uncję i było najwyżej od przeszło 20 lat. Sygnały spadku inflacji w USA spowodowały ponad 5-proc. spadek ceny tego metalu w ciągu 5 sesji, ale niewiele wskazuje na to, żebyśmy mieli za sobą szczyt hossy. W ostatniej fazie zwyżce ceny złota towarzyszyło pogorszenie nastrojów, tymczasem formowaniu istotnych wierzchołków towarzyszy euforia. Rzadko zdarza się, żeby i akcje i złoto przez dłuższy czas rosły.