Formalnie procedura budżetowa UE mówi o tzw. porozumieniu międzyinstytucjonalnym. Chodzi o to, aby na konkretne poziomy dochodów i wydatków zgodziły się razem Komisja Europejska, Rada Europejska (szefowie rządów 25 państw) i parlament.

Do tej pory największym problemem było wspólne stanowisko Rady. Do kompromisu w tej sprawie doszło jednak w ostatnią sobotę. Pozostało pytanie, czy budżet proponowany przez Radę na poziomie 862,4 mld euro zadowoli Komisję (proponowała wydatki 1,15 bln euro) i europarlament (973,9 mld euro). Liderzy UE zwiększyli co prawda w ostatni weekend wydatki Unii o około 13,1 mld euro, ale PE dalej okazuje sceptycyzm co do efektów uzgodnień. - Nasze stanowisko jest nadal dalekie od stanowiska Rady - komentuje przewodniczący, Josep Borrell.

Spotkał się on wczoraj z szefem KE, José Manuelem Barroso oraz brytyjskim premierem Tonym Blairem (kieruje pracami Rady Europejskiej). Rozbieżności wciąż pozostały. T. Blair dalej bronił niższego poziomu wydatków. - Przy obecnej strukturze budżetu pole do manewru jest niewielkie - mówił. J. Borrelli przedstawił z kolei stanowisko największych ugrupowań w europarlamencie, które zgodnie domagają się zwiększenia wydatków na kulturę, edukację, badania, politykę zagraniczną, sprawy wewnętrzne i sprawiedliwość.

W styczniu rozpoczną się zatem dłuższe negocjacje tych trzech instytucji (w nomenklaturze unijnej nazywane "trialogiem"). Dużą rolę mogą w nich odegrać polscy europosłowie. Do delegacji PE wejdzie prawie na pewno Janusz Lewandowski (PO), przewodniczący komisji budżetowej. Znany jest z krytyki zawartego przez Radę kompromisu. - Jeżeli się cieszymy, to z odbicia od dna, jakim była propozycja angielska. To jest sukces na tle obniżonych oczekiwań - tak niedawno oceniał rezultaty szczytu. Razem z J. Borrellem (w latach 80. opowiadał za hiszpański budżet) będą walczyć o większy pułap wydatków Unii. O ile? Nie wiadomo. - Nie wyznaczamy sobie linii, których nie możemy przekroczyć - mówił wielokrotnie szef unijnego parlamentu.

Za zwiększeniem środków na fundusze strukturalne lobbować będzie większość polskich europosłów. - Różnimy się w wielu kwestiach, na pewno jednak chcemy zwiększenia środków dla Polski - mówi Dariusz Rosati, europoseł z ramienia SdPl. W 1999 r., kiedy trzy instytucje prowadziły "trialog" w sprawie budżetu na lata 2000-2006, parlament wywalczył dodatkowe 2 mld euro.