Mizerny dotychczas wzrost wczoraj wyraźnie przyspieszył. Po raz drugi w tym miesiącu WIG20 zyskał więcej niż 1%. Motorem napędowym zwyżki były banki i KGHM. Mocno zyskały niedoceniane w tym roku akcje PKO BP, kolejny rekord, znów przy niskich obrotach, pobiły notowania BZ WBK.

Nie zakładałbym się jednak, że wczorajsza sesja jest sygnałem powrotu na nasz rynek inwestorów zagranicznych i tym samym stanowi początek kolejnej fali wzrostowej. Zachowanie GPW wyraźnie odbiegało na plus od tego, co działo się na innych rynkach. Tam dominowały niewielkie zmiany cen. Węgierski BUX w dalszym ciągu utrzymuje się bliżej październikowego dołka korekty niż historycznego maksimum z początku tego samego miesiąca. Pod koniec roku tempo zwolnił nawet silnie rosnący turecki ISE 100. Ponadto zwróciłbym uwagę na reakcję rentowności 10-letnich amerykańskich obligacji, na dane o inflacji (PPI). W listopadzie ceny spadły o 0,7%, najwięcej od kwietnia 2003 roku. Roczna inflacja PPI, która jeszcze niedawno wynosiła blisko 7%, teraz nieznacznie przekracza 4%. Mimo, że są to argumenty zwiększające temperaturę dyskusji o zakończeniu cyklu podwyżek stóp procentowych w USA, to rentowność 10-letnich papierów podskoczyła początkowo o 2 pb. Jednocześnie gwałtowne umocnienie dolara sugeruje, że ostatnie wybicie w górę na wykresie EUR/USD może załamać się i amerykański pieniądz będzie się w dalszym ciągu umacniał. To wszystko nie są czynniki, które pod koniec bardzo dobrego dla inwestorów zagranicznych roku zachęcałyby do intensywnych zakupów. Dlatego wczorajszą sesję interpretują jako popis krajowych inwestorów instytucjonalnych, poprawiających notowania takich spółek, jak PKO BP czy PKN, które w ostatnim czasie spisywały się słabiej, ale bardzo dużo ważą w portfelach.

Zwyżka kursów nie wywołała na razie na rynku euforii - baza na kontraktach terminowych wzrosła do +15 punktów. Obroty znalazły się na poziomie, przy jakim w ostatnich dniach rozpoczynały się lokalne korekty. Przełamanie tego schematu będzie sygnałem wyjątkowej siły rynku.