W ubiegłym miesiącu z dużych amerykańskich spółek odeszło aż 118 osób pełniących obowiązki dyrektorów generalnych lub prezesów. To dopiero szósty miesiąc w historii, w którym liczba zmian na najwyższych stanowiskach osiągnęła wartość trzycyfrową. Proces rotacji na stanowiskach dyrektorów amerykańskich spółek znacznie przyspieszył - twierdzą analitycy. Według firmy Challenger, Gray & Christmas, w listopadzie zanotowano o 23% więcej dymisji i zwolnień CEO niż w październiku (w sumie 96). Jeszcze bardziej szokujące jest zestawienie z ubiegłym rokiem - w ubiegłym miesiącu z firm odeszło dwuipółkrotnie więcej dyrektorów niż w listopadzie 2004 r., kiedy z pracą pożegnało się 46 szefów spółek. Także wynik z października br. był wyższy o 113% w stosunku do roku ubiegłego.

Jako główną przyczynę przyspieszonej rotacji analitycy wskazują zwiększoną kontrolę rad nadzorczych nad dyrektorami firm. To bezpośredni skutek wielkich skandali korporacyjnych sprzed kilku lat. - Można by było pomyśleć, że znalezienie się pod lupą po skandalach Enronu i WorldComu powinno nauczyć czegoś dyrektorów - komentuje wyniki miesięcznej ankiety John Challenger, dyrektor Challenger, Gray & Christmas. - Mimo to miesiąc po miesiącu życie przypomina nam, że w tym koszyku można znaleźć także zgniłe jabłka. Liczba skandali korporacyjnych co prawda nie rośnie, ale na najwyższych stanowiskach robi się coraz bardziej niebezpiecznie, bo rady nadzorcze wolą dmuchać na zimne.