Mimo niewielkich zmian WIG20 na zamknięcie, środowa sesja jest zwycięstwem byków. Do takiego stwierdzenia zachęca, po pierwsze, głębokość przedpołudniowej korekty. Nie było tam żadnej agresywnej podaży, a jedynie cofnięcie się popytu na niższe poziomy, co sprowokowało realizację zysków. Po drugie, słabość PKN i KGHM (zasłużona) zupełnie nie przełożyła się na szerszy rynek. Często wybrany przez najcięższe (w indeksie) spółki kierunek jest ślepo naśladowany przez resztę. Teraz rynek jest odporny. W końcu po trzecie, po raz kolejny ignorowaliśmy zachowanie węgierskiego BUX.
Te plusy w zachowaniu GPW najwyraźniej dostrzegły też kontrakty, które zwiększyły bazę do +20 pkt. Czy to już ten optymizm? Absolutnie nie. Trzeba przecież uwzględnić wartość teoretyczną wygasającej w marcu serii oraz fakt, że nie możemy porównywać wartości obecnej bazy do tych, które notowane były na dnie bessy. Wartość indeksu była o połowę mniejsza.
Patrząc na takie sesje nie można oczekiwać niczego innego jako kontynuacji window dressing robionej głównie przez rodzime fundusze. Do końca roku zostało 6 sesji i niezależnie od rynkowego otoczenia największe fundusze zrobią wszystko, by zamknąć miesiąc przy szczytach. Jedyny zgrzyt w ten sielankowy obraz mogą wnosić wczorajsze obroty. Wprawdzie należy odjąć od nich ponad 300 mln pakietówki na TPS, ale i tak aktywność, jak na ten okres, bardzo duża. Zwiększone obroty przy wtorkowym wzroście były bez wątpienia pozytywnym argumentem. Natomiast gdy taka aktywność pojawia się w czasie całosesyjnej konsolidacji, to budzi to obawy o dystrybucję. Przy takich obrotach powinniśmy rosnąć. Dopiero pierwsze miesiące Nowego Roku przyniosą odpowiedź, czy podejrzenia o oddawanie papierów przez zagranicę w ręce rodzimych instytucji są zasadne.