Reklama

Największe rynkowe fajerwerki i największe wpadki

Czym żyje rynek? Głównie fuzjami, spektakularnymi bankructwami, zawirowaniami notowań czy najciekawszymi ofertami. Przypominamy te, które pobudzały giełdy w tym roku, zarówno naszą GPW, jak i światowe rynki.

Publikacja: 24.12.2005 06:40

Na świecie do kategorii takich wydarzeń należały dwa

- pierwotna oferta publiczna China Construction Bank

i dymisja Antonio Fazio, szefa banku centralnego Włoch.

Emisja CCB była taka ważna nie tylko dlatego, że była

to największa oferta na świecie od pięciu lat. Przede

Reklama
Reklama

wszystkim dlatego, że była pierwszą z całej serii prywatyzacyjnych emisji największych chińskich banków. A jeśli coś

jest największe w Chinach, to na pewno będzie odgrywało

niepoślednią rolę na całym świecie. Antonio Fazio przejdzie zaś do historii jako pierwszy szef banku centralnego, któremu prokurator zarzuca nadużywanie tego stanowiska i wykorzystywanie tajemnic bankowych do prywatnych celów.

Z krajowych wydarzeń przypominamy między innymi ofertę PGNiG i aferę PC Guard. Sprzedaż akcji gazowej spółki była największą tegoroczną emisją w Polsce i budziła największe emocje, a nawet protesty. Jeśli chodzi o PC Guard, to nigdy jeszcze papiery żadnej spółki nie zyskały ponad 7 tys. procent w ciągu pierwszych pięciu sesji.

Orlen przejął Unipetrol

Bez wątpienia największą fuzją z udziałem polskiej firmy był w mijającym roku zakup Unipetrolu przez Orlen. Płocki koncern kupił - w ramach prywatyzacji - 62,99% akcji czeskiej spółki i zapłacił za nie prawie 12,95 mld koron, czyli ponad 1,68 mld zł.

Reklama
Reklama

Jak wynika z opracowanego przez PricewaterhouseCoopers raportu o przejęciach i fuzjach, była to w 2005 r. jedna z największych transakcji tego typu w naszej części Europy.

Umowę dotyczącą sprzedaży czeskiej spółki podpisano wprawdzie jeszcze w 2004 r., ale została sfinalizowana dopiero w ostatnich miesiącach. Dzięki zakupowi grupy Unipetrol, Orlen wszedł w posiadanie szeregu spółek poczynając od petrochemicznych, przez zajmujące się dystrybucją paliw, aż do chemicznych.

Jedną z kluczowych spółek grupy jest Česká Rafinérská - największy przetwórca ropy naftowej w Czechach, posiadacz dwóch rafinerii o łącznej mocy przerobowej ponad 8 mln ton rocznie. Firma Benzina jest z kolei największym czeskim dystrybutorem i sprzedawcą paliw. Ma ponad 300 stacji i ponad 12-proc. udział w rynku.

Ponadto w skład Unipetrolu wchodzą m.in. producenci wyrobów petrochemicznych - spółki Kaučuk i Chemopetrol, wytwórca asfaltów - Paramo, a także kilka przedsiębiorstw z branży chemicznej m.in. Agrobohemie, Aliachem, Lovochemie i Spolana. W grupie jest też parę innych spółek, w tym: Unipetrol Rafinérie, Unipetrol Trade czy Unipetrol Doprava.

Jak oznajmił przy okazji publikacji wyników za III kwartał Igor Chalupec, prezes Orlenu, objęcie konsolidacją rezultatów Unipetrolu miało istotny wpływ na wyniki całej grupy kapitałowej. W III kwartale grupa wypracowała 980,17 mln zł zysku netto. Rok wcześniej (czyli jeszcze bez Unipetrolu) było to 832,79 mln zł. Skonsolidowane przychody sięgnęły 13,07 mld zł, rok wcześniej - nieco ponad 8,5 mld zł.

Fazio musiał odejść

Reklama
Reklama

Na miano skandalu roku w świecie finansowym zasługuje niewątpliwie afera, w jaką wplątał się szef włoskiego banku centralnego Antonio Fazio.

Prokuratura w Mediolanie w poprzedni piątek wszczęła dochodzenie w sprawie wykorzystania przez niego tajemnic bankowych do prywatnych celów. Fazio jest podejrzany o dokonanie przestępstwa insidingu.

Dochodzenie jest częścią szerszego śledztwa wobec Fazio, któremu wcześniej zarzucono bezprawne blokowanie przejęcia włoskiego banku Antonveneta przez holenderską spółkę ABN Amro. Według włoskiej prasy, istnieją niezbite dowody, m.in. zapisy rozmów telefonicznych, że Fazio starał się nie dopuścić do wejścia na włoski rynek ABN Amro.

Osobiście wielokrotnie interweniował w tej sprawie. Używając patriotycznych argumentów przekonywał o potrzebie zachowania spółki z Padwy we włoskich rękach. Okazało się jednak, że chodziło przede wszystkim o ręce jego protegowanego i przyjaciela Gianpiero Fiorani, do niedawna szefa banku BPI, który też chciał kupić Antonvenetę.

Fiorani darzył Fazio nie tylko przyjaźnią. Obdarowywał go też kosztownymi prezentami. Gdy sprawa ujrzała światło dzienne, koalicja rządowa chciała odwołać szefa banku centralnego ze stanowiska, co się nie udało, bo we Włoszech to dożywotnia posada.

Reklama
Reklama

Czarne chmury ponownie zaczęły gromadzić się nad Fazio w miniony wtorek, gdy Fiorani został aresztowany pod zarzutem kierowania organizacją przestępczą i licznych oszustw oraz fałszerstw w BPI.

Teraz prokuratura sprawdza, czy Fazio nie udostępniał Fioraniemu tajnych informacji z przebiegu sprawdzania przez nadzór bankowy oferty ABN Amro.

W przedświąteczny poniedziałek prezes włoskiego banku centralnego podał się do dymisji.

Fazio ma 69 lat. Był prawdopodobnie najlepiej na świecie zarabiającą na tym stanowisku osobą. Jego roczna pensja stanowiła równowartość 700 tys. USD, była więc czterokrotnie wyższa od zarobków szefa amerykańskiej Rezerwy Federalnej.

PRInż - dwóch się biło, ale czy ktoś skorzystał?

Reklama
Reklama

Pod koniec października katowicki sąd ogłosił upadłość likwidacyjną Przedsiębiorstwa Robót Inżynieryjnych Holding, niegdyś jednej z czołowych firm budownictwa komunikacyjnego w kraju.

Na początku roku wydawało się jeszcze, że PRInż jest w stanie odrodzić się i nawiązać do czasów świetności. Wiadomo było jednak, że nie z ówczesnym, skłóconym akcjonariatem (48% kontrolował szwedzki koncern NCC, 33% należało do Mostostalu Zabrze, a 19-proc. pakiet był własnością BGŻ). Szansą na sanację holdingu miało być wejście inwestora strategicznego, najlepiej branżowego. Taki się znalazł - Polimex-Mostostal Siedlce, silna giełdowa grupa budowlana. Polimex miesiącami przygotowywał się do przejęcia. Gdy wszystko wydawało się dopięte na ostatni guzik, w grze pojawił się Zbigniew Opach, największy akcjonariusz Mostostalu Zabrze. Nie posiadając ani jednej akcji PRInż, ale dysponując głosami zabrzańskiej spółki i BGŻ (zawarł porozumienie z bankiem), zablokował plany Polimeksu. Uważał, że Polimex małym kosztem przejmie kontrolę, zostawiając dotychczasowych akcjonariuszy PRInż na lodzie. Z. Opach sam zdecydował się przejąć PRInż, a gdy napotkał przeszkody, próbował zdobyć przynajmniej niektóre spółki zależne holdingu. Rozgrywki akcjonariuszy nie podobały się wierzycielom, w tym Bankowi Millennium - to właśnie na jego wniosek sąd ogłosił upadłość PRInż.

Powiedzenie, że sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą, w przypadku PRInż jest nader wymowne. Nikt nie poczuwał się do winy doprowadzenia katowickiej spółki do bankructwa, przypisując ją innym. Z. Opach był obwiniany za to, że zablokował jedyną możliwą szansę na uratowanie firmy. BGŻ - że pośrednio mu w tym pomógł. Polimex podejrzewano o próbę wystawienia do wiatru pozostałych akcjonariuszy. Szwedom dostało się za kilkuletnią bierność w akcjonariacie spółki. Zarzuty kierowano też pod adresem zarządu PRInż, który rzekomo stosował kreatywną księgowość i ukrywał rzeczywistą sytuację finansową spółki (w ubiegłych latach PRInż chwalił się zyskami).

Co będzie z 1,5-tysięczną załogą PRInż, nie wiadomo. Nawet gdyby spółka przetrwała, bez redukcji zatrudnienia zapewne by się nie obyło. Nie najgorzej na całym zamieszaniu wyszedł Polimex. Co prawda nie przejął firmy, ale przejął kadrę menedżerską PRInż, być może przejmie też po nim rynek. n

KMW

Reklama
Reklama

Ktoś majstrował przy akcjach PC Guard

2005 rok pod względem nadużyć na rynku kapitałowym przebiegał spokojnie. Na tym tle wyróżnić mogła się sprawa PC Guard.

Akcje poznańskiej firmy informatycznej tuż po wprowadzeniu do obrotu giełdowego w trakcie pięciu sesji podrożały o 7150% w stosunku do ceny z oferWywindowanie kursu z 6 do 435 zł było możliwe dzięki bardzo małej płynności papierów. Początkowo w obrocie znajdowały się tylko akcje należące do starych akcjonariuszy (było ich dwunastu), a równolegle były notowane prawa do akcji (PDA) nowej emisji.

Do transakcji akcjami dochodziło tylko dlatego, że jeden ze starych akcjonariuszy sprzedał 2,5 tys. papierów, które przechodziły z rąk do rąk do momentu zawieszenia obrotu obydwoma instrumentami. Tuż przed zawieszeniem akcje kosztowały 400 zł i były aż o 1487% droższe niż PDA (25,2 zł). Pojawiło się podejrzenie manipulacji, a KPWiG wszczęła postępowanie wyjaśniające, które trwa do dziś.

Pikanterii całemu wydarzeniu dodaje fakt, że we władzach spółki znajdowały się osoby (m.in. Violetta Zalewska), które - jak wynika z dokumentów Prokuratury Okręgowej w Poznaniu - odgrywały istotną rolę w tzw. poznańskiej WIRRówce - słynnej aferze giełdowej, która wybuchła w 1997 roku. Sprawa została jednak umorzona przez prokuraturę.

Violetta Zalewska była największym udziałowcem PC Guard i członkiem rady nadzorczej. Jej mąż był przewodniczącym rady. Miesiąc po debiucie spółki na GPW oboje zrezygnowali z pełnionych funkcji (oficjalny powód to stan zdrowia i sytuacja rodzinna). Za 4,9 mln zł Zalewska sprzedała także wszystkie akcje, które kosztowały ją tylko 322 tys. zł. n

Jesienna fala bankructw

Również w kategorii bankructw przodowały w tym roku na świecie firmy amerykańskie. Pod względem wartości aktywów największym bankrutem była firma brokerska Rafco. Jej szef dopuścił się malwerscji.

Przyczyną większości plajt nie były jednak żadne skandale w księgowości, a względy gospodarcze. We wrześniu ogłosiły niewypłacalność i zwróciły się o ochronę przed wierzycielami dwie wielkie linie lotnicze - Delta i Northwest. Obie nie wytrzymały wysokich cen paliw, wysokich kosztów pracowniczych i konkurencji mniejszych, tanich przewoźników. Na domiar złego Delta od kilku miesięcy miała trudności z restrukturyzacją długu, a Northwest nie mógł sobie poradzić ze strajkiem związku zawodowego mechaników.

Bankructwo trzeciego i czwartego pod względem wielkości przewoźnika w USA stanowi poważny sygnał ostrzegawczy dla całego sektora. Przez minione cztery lata sześć najstarszych linii na amerykańskim rynku poniosło straty w wysokości 38 mld USD, a w tym roku dopiszą do tego kolejne 10 mld USD. Tydzień wcześniej bankructwo ogłosiła Delphi Corporation - największy na świecie producent samochodowych części zamiennych. Prezes Delphi powiedział, że wkrótce ten sam los czeka największego klienta jego firmy - General Motors.

Nieprzypadkowo w III kwartale do amerykańskich sądów wpłynęło o 20% więcej wniosków o bankructwo niż zazwyczaj. Firmy, takie jak Delta czy Delphi, szukały ochrony przed wierzycielami przed wejściem w życie mniej korzystnej dla nich ustawy. Zaczęła ona obowiązywać w połowie października i daje wnioskodawcom 18 miesięcy na przedstawienie realnego programu reorganizacji. Ogranicza też wynagrodzenie zarządu bankrutującej spółki i skraca do 210 dni okres na wymówienie umów dzierżawy. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że tak jak stare prawo faworyzowało dłużników, tak nowe przepisy w korzystniejszej sytuacji stawiają wierzycieli.

Oczywiście bankructwa nie skończyły się w USA wraz z wejściem w życie nowych przepisów. Koniec roku przyniósł jeszcze jedną plajtę i to drugą w tym roku pod względem wartości aktywów. Wniosek o upadłość i ochronę przed wierzycielami złożyła firma energetyczna Calpine. Jej zadłużenie sięga 22,5 mld USD.

Procter & Gamble największy na świecie

Największej w tym roku transakcji z kategorii fuzji i przejęć dokonano na amerykańskim rynku.

Koncern Procter & Gamble (P&G), znany z takich znaków firmowych jak Lacoste, Old Spice, Max Factor czy Pampers, kupił za 57 mld USD równie popularnego na całym globie producenta przyborów do golenia Gillette. W ten sposób P&G stał się największym producentem dóbr konsumpcyjnych, spychając na drugie miejsce brytyjskiego Unilevera. Roczne przychody, powiększonego o Gillette, P&G sięgną 60 mld USD. W wyniku fuzji koszty obu spółek mogą spaść o 16 mld USD rocznie. Zapowiedziano likwidację 6 tysięcy miejsc pracy w obu łączących się przedsiębiorstwach, co oznacza redukcję zatrudnienia o ok. 4%.

Chińskie banki na giełdę

Największą tegoroczną ofertę publiczną akcji przeprowadził China Construction Bank (CCB).

Spółka pozyskała z rynku 9,2 mld USD. To była największa emisja na świecie od pięciu lat. Od debiutu w Hongkongu pod koniec października papiery banku zyskały ponad 8%, mimo że w ofercie spółka sprzedawała je o 31% drożej niż pierwotnie zakładano. Daje to kapitalizację chińskiego banku na poziomie 70 mld USD, takim samym jak np. BNP Paribas, drugiego co do wielkości banku we Francji.

Oferta China Construction Bank cieszyła się powodzeniem inwestorów, bo liczą oni na wzrost popytu na kredyty w gospodarce, która rozwija się w tempie dwa razy wyższym niż średnia światowa. Analitycy prognozują, że w najbliższych kilku latach wartość kredytów konsumpcyjnych będzie się zwiększać w China Construction Bank o 20% rocznie.

CCB był pierwszym chińskim państwowym bankiem, który trafił na giełdę. Dwaj jego więksi rywale - Industrial & Commercial Bank of China i Bank of China zamierzają przeprowadzić sprzedaż akcji w przyszłym roku. Władze w Pekinie sporo zrobiły, by ułatwić bankom giełdowy debiut. Wpompowały w nie aż 60 mld USD, co pomogło znacznie ograniczyć problem złych długów. Na koniec czerwca w CCB ich udział wynosił 3,9%.

Emisja PGNiG z przeszkodami

Największą tegoroczną ofertą publiczną na GPW była sprzedaż akcji Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, krajowego monopolisty pod względem dostaw gazu ziemnego, a także wydobycia tego surowca oraz ropy naftowej.

Była to też oferta, która bez wątpienia wzbudzała najwięcej kontrowersji. Idąca po władzę opozycja ustami prominentnych przedstawicieli PiS i PO zapowiadała, że po wyborach rozliczy osoby odpowiedzialne za prywatyzację PGNiG (głównie zarząd), a także że będzie chciała odwrócić jej skutki. Aby wyjaśnić wątpliwości, Ministerstwo Skarbu Państwa zdecydowało się przesunąć ofertę z czerwca na jesień.

Minister Jacek Socha, choć wcześniej wielokrotnie twierdził, że PGNiG trafi na giełdę po wyborach parlamentarnych, ostatecznie zmienił decyzję: ofertę przeprowadzono przed zmianą władzy (debiut wyznaczono na dzień przed wyborami parlamentarnymi). Mimo politycznej wrzawy spółka bez problemów sprzedała we wrześniu 900 mln nowych akcji po 2,98 zł, czyli po maksymalnej z wyznaczonych widełek cenie. Uzyskała ok. 2,7 mld zł.

Popyt był ogromny: 41,7 mld zł, czyli przekroczył 15,6 razy podaż. Inwestorów nie opuszczał entuzjazm także w dniu debiutu - na otwarciu kurs praw do akcji poszybował o 34,23% w górę (do 4 zł). I choć na zamknięciu osunął się o 5%, do 3,81 zł, to inwestycja w akcje PGNiG okazała się jedną z najbardziej dochodowych w tym roku (zysk wyniósł 27,9%). Potem jednak kurs raczej spadał.

Choć spółka miała kiepski III kwartał, rosyjski Gazexport, główny jej dostawca gazu, zażądał podwyżki cen, doprowadzono do zmian w zarządzie i radzie nadzorczej PGNiG, a przedstawiciele rządu deklarowali konieczność przeprowadzenia nacjonalizacji majątku przesyłowego, notowania nigdy nie spadły poniżej ceny emisyjnej. Niepokój inwestorów budzi zwłaszcza zapowiedź wycofania gazowniczej spółki z giełdy. Minister skarbu zapewnił jednak ostatnio, że PGNiG nie przestanie być spółką publiczną, a w 2007 r. po przeprowadzeniu niezbędnych zmian (chodzi o przejęcie przez państwo kontroli nad majątkiem przesyłowym), nie będzie już konfliktu pomiędzy akcjonariuszami: Skarbem Państwa i inwestorami finansowymi. Nie chciał jednak podać szczegółów.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama