Ktoś majstrował przy akcjach PC Guard
2005 rok pod względem nadużyć na rynku kapitałowym przebiegał spokojnie. Na tym tle wyróżnić mogła się sprawa PC Guard.
Akcje poznańskiej firmy informatycznej tuż po wprowadzeniu do obrotu giełdowego w trakcie pięciu sesji podrożały o 7150% w stosunku do ceny z oferWywindowanie kursu z 6 do 435 zł było możliwe dzięki bardzo małej płynności papierów. Początkowo w obrocie znajdowały się tylko akcje należące do starych akcjonariuszy (było ich dwunastu), a równolegle były notowane prawa do akcji (PDA) nowej emisji.
Do transakcji akcjami dochodziło tylko dlatego, że jeden ze starych akcjonariuszy sprzedał 2,5 tys. papierów, które przechodziły z rąk do rąk do momentu zawieszenia obrotu obydwoma instrumentami. Tuż przed zawieszeniem akcje kosztowały 400 zł i były aż o 1487% droższe niż PDA (25,2 zł). Pojawiło się podejrzenie manipulacji, a KPWiG wszczęła postępowanie wyjaśniające, które trwa do dziś.
Pikanterii całemu wydarzeniu dodaje fakt, że we władzach spółki znajdowały się osoby (m.in. Violetta Zalewska), które - jak wynika z dokumentów Prokuratury Okręgowej w Poznaniu - odgrywały istotną rolę w tzw. poznańskiej WIRRówce - słynnej aferze giełdowej, która wybuchła w 1997 roku. Sprawa została jednak umorzona przez prokuraturę.
Violetta Zalewska była największym udziałowcem PC Guard i członkiem rady nadzorczej. Jej mąż był przewodniczącym rady. Miesiąc po debiucie spółki na GPW oboje zrezygnowali z pełnionych funkcji (oficjalny powód to stan zdrowia i sytuacja rodzinna). Za 4,9 mln zł Zalewska sprzedała także wszystkie akcje, które kosztowały ją tylko 322 tys. zł. n
Jesienna fala bankructw
Również w kategorii bankructw przodowały w tym roku na świecie firmy amerykańskie. Pod względem wartości aktywów największym bankrutem była firma brokerska Rafco. Jej szef dopuścił się malwerscji.
Przyczyną większości plajt nie były jednak żadne skandale w księgowości, a względy gospodarcze. We wrześniu ogłosiły niewypłacalność i zwróciły się o ochronę przed wierzycielami dwie wielkie linie lotnicze - Delta i Northwest. Obie nie wytrzymały wysokich cen paliw, wysokich kosztów pracowniczych i konkurencji mniejszych, tanich przewoźników. Na domiar złego Delta od kilku miesięcy miała trudności z restrukturyzacją długu, a Northwest nie mógł sobie poradzić ze strajkiem związku zawodowego mechaników.
Bankructwo trzeciego i czwartego pod względem wielkości przewoźnika w USA stanowi poważny sygnał ostrzegawczy dla całego sektora. Przez minione cztery lata sześć najstarszych linii na amerykańskim rynku poniosło straty w wysokości 38 mld USD, a w tym roku dopiszą do tego kolejne 10 mld USD. Tydzień wcześniej bankructwo ogłosiła Delphi Corporation - największy na świecie producent samochodowych części zamiennych. Prezes Delphi powiedział, że wkrótce ten sam los czeka największego klienta jego firmy - General Motors.
Nieprzypadkowo w III kwartale do amerykańskich sądów wpłynęło o 20% więcej wniosków o bankructwo niż zazwyczaj. Firmy, takie jak Delta czy Delphi, szukały ochrony przed wierzycielami przed wejściem w życie mniej korzystnej dla nich ustawy. Zaczęła ona obowiązywać w połowie października i daje wnioskodawcom 18 miesięcy na przedstawienie realnego programu reorganizacji. Ogranicza też wynagrodzenie zarządu bankrutującej spółki i skraca do 210 dni okres na wymówienie umów dzierżawy. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że tak jak stare prawo faworyzowało dłużników, tak nowe przepisy w korzystniejszej sytuacji stawiają wierzycieli.
Oczywiście bankructwa nie skończyły się w USA wraz z wejściem w życie nowych przepisów. Koniec roku przyniósł jeszcze jedną plajtę i to drugą w tym roku pod względem wartości aktywów. Wniosek o upadłość i ochronę przed wierzycielami złożyła firma energetyczna Calpine. Jej zadłużenie sięga 22,5 mld USD.
Procter & Gamble największy na świecie
Największej w tym roku transakcji z kategorii fuzji i przejęć dokonano na amerykańskim rynku.
Koncern Procter & Gamble (P&G), znany z takich znaków firmowych jak Lacoste, Old Spice, Max Factor czy Pampers, kupił za 57 mld USD równie popularnego na całym globie producenta przyborów do golenia Gillette. W ten sposób P&G stał się największym producentem dóbr konsumpcyjnych, spychając na drugie miejsce brytyjskiego Unilevera. Roczne przychody, powiększonego o Gillette, P&G sięgną 60 mld USD. W wyniku fuzji koszty obu spółek mogą spaść o 16 mld USD rocznie. Zapowiedziano likwidację 6 tysięcy miejsc pracy w obu łączących się przedsiębiorstwach, co oznacza redukcję zatrudnienia o ok. 4%.
Chińskie banki na giełdę
Największą tegoroczną ofertę publiczną akcji przeprowadził China Construction Bank (CCB).
Spółka pozyskała z rynku 9,2 mld USD. To była największa emisja na świecie od pięciu lat. Od debiutu w Hongkongu pod koniec października papiery banku zyskały ponad 8%, mimo że w ofercie spółka sprzedawała je o 31% drożej niż pierwotnie zakładano. Daje to kapitalizację chińskiego banku na poziomie 70 mld USD, takim samym jak np. BNP Paribas, drugiego co do wielkości banku we Francji.
Oferta China Construction Bank cieszyła się powodzeniem inwestorów, bo liczą oni na wzrost popytu na kredyty w gospodarce, która rozwija się w tempie dwa razy wyższym niż średnia światowa. Analitycy prognozują, że w najbliższych kilku latach wartość kredytów konsumpcyjnych będzie się zwiększać w China Construction Bank o 20% rocznie.
CCB był pierwszym chińskim państwowym bankiem, który trafił na giełdę. Dwaj jego więksi rywale - Industrial & Commercial Bank of China i Bank of China zamierzają przeprowadzić sprzedaż akcji w przyszłym roku. Władze w Pekinie sporo zrobiły, by ułatwić bankom giełdowy debiut. Wpompowały w nie aż 60 mld USD, co pomogło znacznie ograniczyć problem złych długów. Na koniec czerwca w CCB ich udział wynosił 3,9%.
Emisja PGNiG z przeszkodami
Największą tegoroczną ofertą publiczną na GPW była sprzedaż akcji Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, krajowego monopolisty pod względem dostaw gazu ziemnego, a także wydobycia tego surowca oraz ropy naftowej.
Była to też oferta, która bez wątpienia wzbudzała najwięcej kontrowersji. Idąca po władzę opozycja ustami prominentnych przedstawicieli PiS i PO zapowiadała, że po wyborach rozliczy osoby odpowiedzialne za prywatyzację PGNiG (głównie zarząd), a także że będzie chciała odwrócić jej skutki. Aby wyjaśnić wątpliwości, Ministerstwo Skarbu Państwa zdecydowało się przesunąć ofertę z czerwca na jesień.
Minister Jacek Socha, choć wcześniej wielokrotnie twierdził, że PGNiG trafi na giełdę po wyborach parlamentarnych, ostatecznie zmienił decyzję: ofertę przeprowadzono przed zmianą władzy (debiut wyznaczono na dzień przed wyborami parlamentarnymi). Mimo politycznej wrzawy spółka bez problemów sprzedała we wrześniu 900 mln nowych akcji po 2,98 zł, czyli po maksymalnej z wyznaczonych widełek cenie. Uzyskała ok. 2,7 mld zł.
Popyt był ogromny: 41,7 mld zł, czyli przekroczył 15,6 razy podaż. Inwestorów nie opuszczał entuzjazm także w dniu debiutu - na otwarciu kurs praw do akcji poszybował o 34,23% w górę (do 4 zł). I choć na zamknięciu osunął się o 5%, do 3,81 zł, to inwestycja w akcje PGNiG okazała się jedną z najbardziej dochodowych w tym roku (zysk wyniósł 27,9%). Potem jednak kurs raczej spadał.
Choć spółka miała kiepski III kwartał, rosyjski Gazexport, główny jej dostawca gazu, zażądał podwyżki cen, doprowadzono do zmian w zarządzie i radzie nadzorczej PGNiG, a przedstawiciele rządu deklarowali konieczność przeprowadzenia nacjonalizacji majątku przesyłowego, notowania nigdy nie spadły poniżej ceny emisyjnej. Niepokój inwestorów budzi zwłaszcza zapowiedź wycofania gazowniczej spółki z giełdy. Minister skarbu zapewnił jednak ostatnio, że PGNiG nie przestanie być spółką publiczną, a w 2007 r. po przeprowadzeniu niezbędnych zmian (chodzi o przejęcie przez państwo kontroli nad majątkiem przesyłowym), nie będzie już konfliktu pomiędzy akcjonariuszami: Skarbem Państwa i inwestorami finansowymi. Nie chciał jednak podać szczegółów.