Kartki świąteczne wpływają na moje biurko. Sumiennie otwieram każdą z nich i sprawdzam, co zawiera. Kartki można nawet poklasyfikować.
W pierwszej grupie, największej, obok klasycznej lub bardziej wyszukanej formuły życzeń, znajduje się tylko podpis nadawcy. Forma jest anonimowa i widać, że robiona "taśmowo". Nie mówiąc nawet o tym, że podpis może być skanowany.
W drugiej grupie, mniejszej, widać, że życzenia kierowane są osobiście. Znajduje się tam imię adresata albo kilka innych szczegółów, wskazujących, że kartka była skierowana tylko do mnie, np. słowa po francusku, nazwa mojej firmy, imię żony i dzieci.
Trzecią grupę, bardzo rzadką, stanowią kartki świąteczne ze szczególnymi życzeniami. Można odczytać życzliwe intencje nadawcy. I, oczywiście, robią one najmilsze wrażenie.
Pamiętam, kiedy podczas mojej wizyty w okresie przedświątecznym w biurze naszego partnera sieci międzynarodowej executive search, jeden z moich mentorów otworzył przy mnie swoje kartki świąteczne. Wziął jedną z nich i wzburzył się: - Ten od kilku lat nie dał znaku życia i skoro wysłał życzenia to znaczy, że można spodziewać się jego wizyty z prośbą o pomoc w poszukiwaniu pracy - powiedział. To mnie zszokowało. Byłem jeszcze młody i niedoświadczony.