Ostatnie sesje roku rządzą się swoimi prawami. Niskie obroty powodują, że trudno przewidywać, co się może na poszczególnych sesjach wydarzyć. Tak jak we wtorek nie było powodów, by rynek poszedł wyraźnie w górę, tak i wczorajszą zniżkę nie jest łatwo uzasadnić. Trudno mówić, by wtorkowy spadek w USA cokolwiek rozstrzygnął. S&P 500 wszak utrzymał się w konsolidacji. Spadek wiązano z obniżką ceny ropy. Jednak ostatecznie ropa odrobiła straty, wczoraj poszła w górę, a kursy spółek paliwowych wyraźnie straciły. To pokazuje, że nastawienie inwestorów do tych firm pozostaje nie najlepsze.
W znakomitej formie pozostaje KGHM. Cena miedzi w grudniu utrzymuje się mniej więcej na podobnym poziomie (ok. 4400 USD za tonę), natomiast notowania spółki w tym czasie podniosły się o ponad 16%. Sytuacja przypomina trochę to, co działo się z PKN w trakcie trwającej od maja do września fali wzrostowej. Kurs spółki wzrósł ponadproporcjonalnie w odniesieniu do zwyżki ceny surowca. Do dziś PKN nie może odzyskać formy. To przestrzega, że również teraz w przypadku KGHM mamy do czynienia z ostatnim przed trwalszym przesileniem ruchem w górę. Zaciera się stopniowo różnica pomiędzy obecnymi notowaniami a wartością określoną na podstawie wyników za ostatnie cztery kwartały i historycznych wartości wskaźników wyceny. W tej sytuacji akcje KGHM z chwilą pogorszenia koniunktury na rynku miedzi nie będą miały bufora z tym związanego, chroniącego przed zniżką.
Interesujące jest też to, co w grudniu dzieje się ze złotym. Na wyobraźnię inwestorów mocno podziałały informacje o wymianie walut przez Ministerstwo Finansów. Jednak nie były to bardzo duże kwoty, które mogłyby zdeterminować zachowanie złotego na dłużej. Do takich wniosków dochodzą chyba stopniowo inwestorzy, gdyż euro po przełamaniu ważnego wsparcia w postaci poprzednich tegorocznych dołków wcale dalej nie idzie w dół. Za to jest coraz bliżej wybicia z blisko miesięcznej konsolidacji, co mogłoby zapoczątkować trwalszą wyprzedaż naszej waluty. W kontekście oczekiwań na kolejną odsłonę realokacji środków do funduszy lokujących na emerging markets byłoby to ciekawym zjawiskiem.