W Ameryce do biura przychodzi się zwykle w garniturze (panowie) lub w kostiumie (panie). Firmy często jednak pozwalają na tzw. casual attire, czyli luźniejszy styl ubierania się - bądź codziennie, bądź w określone dni tygodnia.

Wiadomo, że w branży reklamowej ceni się wyobraźnię i kreatywność, ale niektóre odpowiedzi zaskoczyły nawet autorów ankiety.

Na liście znalazł się, na przykład, pełen strój płetwonurka i - jak zaznaczono - nie chodziło tu o pracownika Cousteau Institute. Do biura wpadano także w przebraniu klowna (aluzja do poczynań menedżmentu?), puszki zupy Campbell czy banana. Stroje pirata i świętego Mikołaja to już raczej banał. Jeden z grafików w biurze reklamowym sam zaprojektował sobie koszulkę "Pracownika miesiąca", w której zaczął systematycznie pojawiać się w biurze w każdy pierwszy poniedziałek miesiąca.

Z akcesoriów na liście pojawiły się między innymi sombrero, kapcie, kapelusz słomkowy i futerko. Piżama tłumaczy się sama (pracownik najwyraźniej zaspał), a kostium do ćwiczeń yogi można zapewne tłumaczyć potrzebą dodatkowej koncentracji. Ale strój do sumo? Ankieta nie wyjaśnia, czy kreatywny pracownik narzucił coś na siebie, czy też paradował przez cały dzień w samej przepasce.

- Profesjonaliści w biznesie reklamowo-marketingowym często dość swobodnie traktują kwestię biurowej garderoby, ale te przykłady mogą świadczyć, że chyba przekroczono dopuszczalne granice - skomentował wyniki ankiety Tracey Filler, dyrektor generalny Creative Group. Jego zdaniem, ubranie powinno w jakimś stopniu odzwierciedlać indywidualny styl pracownika i jego pomysły, ale nie może być odbiciem przejściowej mody lub jednorazowego impulsu.