Wczorajsza sesja wydaje się dowodem na twierdzenie, że globalni inwestorzy nie zapomnieli o rynkach wschodzących. Pierwszy dzień 2006 roku zaczął się rekordami w Azji, gdzie najwyższe wartości w historii zanotowały giełdy w Korei Południowej (indeks Kospi) i Pakistanie (Karachi 100). W naszym regionie początkowo zapowiadało się na kontynuację zeszłorocznej korekty, ale ostatecznie skończyło się ponad

1-proc. zwyżką węgierskiego BUX i polskiego WIG20. Dla naszego indeksu oznacza to kolejny rekord, na giełdzie w Budapeszcie udało się tylko oddalić zagrożenie wybiciem w dół z trwającej już ponad dwa miesiące konsolidacji. Wiarygodność wczorajszych rekordów podają w wątpliwość obroty, które z racji zamkniętych giełd akcji w USA, Wielkiej Brytanii i Japonii praktycznie na całym świecie były niższe niż zwykle. Zresztą kiedy zamykaliśmy to wydanie Parkietu, nie było przesądzone, czy równie radosny dla posiadaczy akcji będzie koniec dnia na rynkach wschodzących, bowiem ponad 1-proc. tracił na wartości brazylijski indeks Bovespa. To grozi wybiciem w dół z kilkutygodniowej konsolidacji i zmianą trendu, przynajmniej krótkoterminowego, na spadkowy.

Ponieważ amerykański S&P 500 zakończył rok na najniższym poziomie od sześciu tygodni, dzisiejsze wznowienie notowań może nie być okolicznością sprzyjającą kontynuacji hossy na rynkach wschodzących. Wskaźnik znajduje się ledwie 3 punkty ponad wsparciem wyznaczanym przez sierpniowy szczyt i jego przełamanie będzie oznaczać, że na amerykańskim rynku może w tym roku nie być poprawy. W najlepszym razie skazani będziemy na kontynuację schematu, w którym kolejne fale wzrostowe przerywane są głębokimi korektami.

Giełdy europejskie utrzymują się w pobliżu przynajmniej 52-tygodniowych maksimów. Jednak wczorajsze zwyżki paryskiego CAC-40 i frankfurckiego DAX nie były na tyle znaczące, żeby indeksy przekroczyły wierzchołki z 29 grudnia. Niemiecki indeks ma otwartą drogę do znajdującego się na wysokości 5,9 tys. pkt 62-proc. zniesienia ostatniej bessy.