Ostatnie poczynania Sejmu przed końcem roku, chociaż nie odbiły się wyraźnie na zachowaniu rynku finansowego, to jednak były dość znaczącą wskazówką, co może nam zafundować parlament w nadchodzącym roku. Ku zaskoczeniu rządu i wbrew jego stanowisku Sejm odrzucił poprawki Senatu i przyjął dwie ustawy o tzw. "becikowym", gwarantujące wszystkim matkom zasiłek w wysokości 1000 zł za każde urodzone dziecko i dodatkowo 1000 zł za dziecko dla rodzin o najniższych dochodach. Dodatkowy koszt tych decyzji dla budżetu nie jest porażający, to niespełna 400 mln zł ponad to, co przewidywała propozycja rządowa. Wprawdzie nawet takie pieniądze będzie trudno wygospodarować w budżecie, który i tak jest napięty, jednak nie to jest najistotniejszą informacją dotyczącą tego głosowania.

Interesujące jest to, że za ustawą sprzeczną ze stanowiskiem rządu głosowały zgodnie partie LPR, PSL, Samoobrona i... PO. Ta ostatnia niemal jednomyślnie poparła hojniejsze "becikowe", mimo że była takiemu rozwiązaniu całkowicie przeciwna (argumentując całkiem słusznie, że to marnowanie pieniędzy). Skąd takie zachowanie Platformy? To najwyraźniej sygnał dla rządu mniejszościowego pokazujący, jak chwiejna jest jego pozycja w parlamencie. Sygnał, którego oprócz polityków nie powinni - jak sądzę - przegapić również inwestorzy.

Brak stabilnego i zdyscyplinowanego zaplecza politycznego w Sejmie dla gabinetu Kazimierza Marcinkiewicza to poważne ograniczenie, zdecydowanie zawężające pole dla jego ewentualnych sukcesów. Oznacza to ogólnie bardzo ograniczone pole do podejmowania przez rząd nowych inicjatyw, i to nie tylko w zakresie polityki gospodarczej. Mniejszościowy rząd funkcjonujący w oparciu o nieformalne porozumienie z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin z pewnością może liczyć na poparcie tych partii przy próbach zwiększania wydatków na cele prorodzinne i społeczne oraz np. rozszerzenie działań osłonowych na korzyść różnych grup zawodowych. Wydawanie publicznych pieniędzy zawsze przychodziło parlamentarzystom - szczególnie z tych partii - szczególnie łatwo. Znacznie gorzej może już być ze zbieraniem głosów wspierających wszelkie inne propozycje rządu. Może okazać się to niezwykle trudne bez coraz dalej idących koncesji dla partii populistycznych, którym w dłuższym okresie wcale nie będzie na rękę sukces PiS w rządzeniu.

Głosowanie w sprawie "becikowego" dowiodło, że nadzieja, iż w słusznych sprawach rząd może liczyć na poparcie PO również może okazać się złudna. Przeprowadzenie zmian zmierzających do liberalizacji rynku pracy, bądź ograniczenia czy chociaż uporządkowania wydatków publicznych może okazać się w ogóle nierealne w tej konfiguracji. Wypowiedzi polityków partii mniejszościowych już wcześniej sugerowały, że nawet "flagowe" inicjatywy PiS w zakresie zwalczania korupcji i reformy systemu sprawiedliwości oraz administracji nie mogą liczyć na bezinteresowne poparcie nieformalnych koalicjantów (chyba że np. nieformalny układ zamieni się w koalicję rządową). Trudno w takiej sytuacji wyobrazić sobie prowadzenie spójnej, przemyślanej polityki, skoro uzyskanie poparcia w jednej sprawie będzie wymagało ustępstw w innych obszarach, często idących w bardzo niepożądanym kierunku.I wprawdzie polski system prawny skonstruowany jest w ten sposób, że rząd mniejszościowy, mający poparcie prezydenta RP, może być nieusuwalny nawet przez pełną kadencję parlamentu (nawet w przypadku niezatwierdzenia budżetu przez Sejm prezydent może, ale nie musi rozwiązać parlament), to jednak w praktyce takie sprawowanie władzy bardziej przypominać może dryfowanie niż rządzenie. W najmniej optymistycznym scenariuszu partie opozycyjne są w stanie skutecznie blokować inicjatywy rządu, i dodatkowo utrudniać mu życie, np. odwołując poszczególnych ministrów w praktycznie dowolnym momencie. Z pewnością taki rozwój wypadków zmieniłby nastawienie inwestorów zagranicznych wobec polskiego rynku finansowego. Do momentu głosowania nad budżetem PiS ma jeszcze asa w rękawie w postaci groźby wcześniejszych wyborów, która - biorąc pod uwagę ostatnie sondaże - powinna zmniejszać zapędy partii mniejszościowych do głosowania przeciwko rządowi. Jednak w momencie zatwierdzenia ustawy budżetowej silny argument przetargowy zniknie i wówczas przekonanie partii opozycyjnych do tego, by współdziałały z rządem, przyczyniając się do jego sukcesu i nie mając w zamian wymiernych korzyści, może okazać się niezmiernie trudne.

Ekonomista BZ WBK