Z danych NBP (prezentowaliśmy je wczoraj) wynika, że w listopadzie ub.r. nastąpił pierwszy od 12 miesięcy wzrost przeciętnego oprocentowania kredytów mieszkaniowych w bankach. Jego skala była niewielka - przeciętna stawka wzrosła z 5,9 do 6,0%. Czy to zapowiedź mniejszej konkurencji na rynku? Zdaniem bankowców - nie.
Decydują stopy rynkowe
- Powodem mógł być wzrost stóp rynkowych. W IV kw. wzrosły stawki LIBOR i EURIBOR, a ponieważ gros sprzedaży kredytów hipotecznych jest realizowane we frankach szwajcarskich, mogło to być powodem wzrostu oprocentowania - wyjaśnia Justyna Galbarczyk, dyrektor zarządzający pionem finansowania nieruchomości w PKO BP. - W IV kw. marża nie wzrosła. Przeciwnie - realizowane kampanie promocyjne w bankach spowodowały okresowe obniżenie marż w stosunku do ich zwykłego poziomu - stwierdziła.
- W naszym banku oprocentowanie kredytów mieszkaniowych w ostatnich miesiącach ub.r. nie zmieniało się - poinformowała Tatiana Kuwak z biura prasowego Pekao. Bank, należący do włoskiej grupy UniCredito, udziela kredytów mieszkaniowych wyłącznie w złotych.
W większości banków oprocentowanie kredytów hipotecznych jest uzależnione od kwoty kredytu oraz ryzyka związanego z transakcją. Marża zależy od stosunku kwoty wartości kredytu do wartości nieruchomości stanowiącej zabezpieczenie. W przypadku kredytów budowlanych decyduje zwykle wielkość wkładu własnego. Według przedstawicielki PKO BP, średnio w ub.r. kredyty złotowe były udzielane z marżą 1,0-1,5 pkt proc. a kredyty walutowe - między 2,0 a 2,5 punktu.