Od 12 sierpnia 2005 r., kiedy różnica pomiędzy kwartalnymi stopami zwrotu sięgała 31,2 pkt proc., dolarowy indeks mierzący koniunkturę na emerging markets stracił 3,5%. Od 4 października, gdy ta różnica wynosiła 32 pkt proc., zniżka była bardziej gwałtowna i obniżyła wartość wskaźnika o 9%. Miało to wtedy przełożenie na zachowanie warszawskiej giełdy. Jest niemal pewne, że również teraz pogorszenie klimatu wokół rynków wschodzących negatywnie odbiłoby się na notowaniach naszych firm.
Jak duży kapitał płynie?
Silny skok notowań w Warszawie i na innych emerging markets był wiązany z napływem świeżego kapitału do funduszy lokujących na giełdach w tym regionie świata. Kapitał rzeczywiście płynął szerokim strumieniem, czy też motorem zwyżki były nadzieje na jego pojawienie się? Można było spotkać głosy, że we wtorek ton biegowi zdarzeń nadawały krajowe podmioty, natomiast w środę włączyły się do gry zagraniczne.
Największe zagrożenie w tej chwili wiąże się z tym, że zalew kapitałem funduszy inwestujących na emerging markets okaże się krótkotrwały. Tu musimy pamiętać, że w ostatnim kwartale minionego roku obserwowaliśmy ogromne zainteresowanie tego typu podmiotami - było ono wyraźnie większe niż w poprzednich kwartałach, a przecież 2005 r. był pod tym względem wyjątkowy. W tym kontekście pojawiają się dwa pytania. Jak duże są jeszcze zasoby środków, które mogą trafić do funduszy lokujących na rynkach wschodzących? Czy szybkie i wysokie zyski wpłacających pieniądze w IV kwartale 2005 r. nie zachęcą do realizacji zysków? Z jednej strony, ze wzrostem kapitalizacji giełd z rynków wschodzących każdy miliard dolarów przeznaczony na zakup na nich akcji w miarę trwania hossy w coraz mniejszym stopniu przyczynia się do zwyżki kursów. Z drugiej, pęcznieje grono tych, którzy osiągnęli sowite zyski, co wystawia rynki na pokusę ich realizacji i poszukania innych miejsc do inwestowania, które wykazują się większą atrakcyjnością w porównaniu z emerging markets. Stąd wynika zasadność zestawienia stóp zwrotu dla tej grupy giełd i amerykańskiego parkietu, będącego największym rynkiem świata. Jest to uprawnione również z powodu obaw o zmniejszenie się w tym roku tempa wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych, co zmniejszyłoby zapotrzebowanie na importowane towary. To zaś miałoby wpływ na kondycję gospodarek państw rozwijających się. Przełożyłoby się też na spadek cen surowców. Ich wysoki poziom w dużym stopniu przyczynia się do dużego zainteresowania rynkami wschodzącymi - wyceny spółek surowcowych wyraźnie odbiegają w dół od pozostałych.
Polska wciąż atrakcyjna