Reklama

Szturm na rynki wschodzące

Mocną zwyżkę na GPW z pierwszych dni nowego roku trudno rozpatrywać w oderwaniu od tego, co działo się na innych rynkach wschodzących. Różnica pomiędzy roczną stopą zwrotu z emerging markets i z amerykańskiego parkietu przekroczyła 32 pkt proc. Taki poziom w dwóch poprzednich przypadkach sprowadzał na rynki wschodzące korektę.

Publikacja: 07.01.2006 07:14

Od 12 sierpnia 2005 r., kiedy różnica pomiędzy kwartalnymi stopami zwrotu sięgała 31,2 pkt proc., dolarowy indeks mierzący koniunkturę na emerging markets stracił 3,5%. Od 4 października, gdy ta różnica wynosiła 32 pkt proc., zniżka była bardziej gwałtowna i obniżyła wartość wskaźnika o 9%. Miało to wtedy przełożenie na zachowanie warszawskiej giełdy. Jest niemal pewne, że również teraz pogorszenie klimatu wokół rynków wschodzących negatywnie odbiłoby się na notowaniach naszych firm.

Jak duży kapitał płynie?

Silny skok notowań w Warszawie i na innych emerging markets był wiązany z napływem świeżego kapitału do funduszy lokujących na giełdach w tym regionie świata. Kapitał rzeczywiście płynął szerokim strumieniem, czy też motorem zwyżki były nadzieje na jego pojawienie się? Można było spotkać głosy, że we wtorek ton biegowi zdarzeń nadawały krajowe podmioty, natomiast w środę włączyły się do gry zagraniczne.

Największe zagrożenie w tej chwili wiąże się z tym, że zalew kapitałem funduszy inwestujących na emerging markets okaże się krótkotrwały. Tu musimy pamiętać, że w ostatnim kwartale minionego roku obserwowaliśmy ogromne zainteresowanie tego typu podmiotami - było ono wyraźnie większe niż w poprzednich kwartałach, a przecież 2005 r. był pod tym względem wyjątkowy. W tym kontekście pojawiają się dwa pytania. Jak duże są jeszcze zasoby środków, które mogą trafić do funduszy lokujących na rynkach wschodzących? Czy szybkie i wysokie zyski wpłacających pieniądze w IV kwartale 2005 r. nie zachęcą do realizacji zysków? Z jednej strony, ze wzrostem kapitalizacji giełd z rynków wschodzących każdy miliard dolarów przeznaczony na zakup na nich akcji w miarę trwania hossy w coraz mniejszym stopniu przyczynia się do zwyżki kursów. Z drugiej, pęcznieje grono tych, którzy osiągnęli sowite zyski, co wystawia rynki na pokusę ich realizacji i poszukania innych miejsc do inwestowania, które wykazują się większą atrakcyjnością w porównaniu z emerging markets. Stąd wynika zasadność zestawienia stóp zwrotu dla tej grupy giełd i amerykańskiego parkietu, będącego największym rynkiem świata. Jest to uprawnione również z powodu obaw o zmniejszenie się w tym roku tempa wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych, co zmniejszyłoby zapotrzebowanie na importowane towary. To zaś miałoby wpływ na kondycję gospodarek państw rozwijających się. Przełożyłoby się też na spadek cen surowców. Ich wysoki poziom w dużym stopniu przyczynia się do dużego zainteresowania rynkami wschodzącymi - wyceny spółek surowcowych wyraźnie odbiegają w dół od pozostałych.

Polska wciąż atrakcyjna

Reklama
Reklama

Jeśli przyjmiemy, że obecna różnica pomiędzy rocznymi stopami zwrotu dla emerging markets i USA zapowiada osłabienie notowań na tych pierwszych, to możemy zastanowić się, w jak dużym stopniu odbije się to na kondycji polskiego parkietu. Spadająca od drugiej połowy września do początków grudnia 2005 r. (z prawie 25 pkt proc. do ponad -9 pkt proc.) różnica pomiędzy rocznymi dolarowymi stopami zwrotu dla rynków wschodzących i Polski może oznaczać względną przewagę naszej giełdy nad "ogółem" emerging markets. Sporo z niej jednak już ubyło, bo obecnie różnica wynosi prawie 9 pkt proc. Historia pięciu ostatnich lat uczy, że taki poziom nie stanowi dużego zagrożenia pogorszeniem koniunktury w perspektywie trzech miesięcy. Dla 23 przypadków, gdy różnica odbiegała od obecnej o +/-0,5 pkt proc., stopa zwrotu po kwartale dla dolarowego indeksu naszego rynku wynosiła 5%. Tu należy mieć na uwadze trwający w ostatnich latach spadek wartości dolara, co wpływało na podniesienie stóp zwrotu wyrażonych w tej walucie. Teraz perspektywy dla niej są dość niejasne. Coraz bliższy jest koniec podwyżek stóp w USA, ale jednocześnie jeszcze przez dłuższy czas utrzyma się dysproporcja poziomu stóp procentowych w porównaniu ze strefą euro.

Piątkowa sesja, podczas której warszawska giełda biła kolejne rekordy, pokazała, jak bardzo rynek jest rozgrzany. Stopa zwrotu z 5 ostatnich sesji sięgnęła 7,5% i był to szósty najlepszy wynik biorąc pod uwagę okres od początku 2003 r. Wszystkie poprzednie przypadki zdarzały się w drugiej połowie 2003 r. Trzy wystąpiły pod koniec sierpnia i poprzedzały gwałtowną korektę, dwa pozostałe miały miejsce w październiku podczas solidnego odreagowania wcześniejszej wyprzedaży.

Jest jeszcze jedno podobieństwo z sytuacją z jesieni 2003 r. To dysproporcja w zachowaniu polskiego i węgierskiego rynku. Różnica w rocznych dolarowych stopach zwrotu dla obu parkietów przekracza 20 pkt proc. i jest najwyższa właśnie od września 2003 r. Na początku września węgierska giełda w skali rocznej rosła w tempie aż o 45 pkt proc. większym niż nasza.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama