Reakcja rynku walutowego na zamieszanie na scenie politycznej była dość spokojna. Bilans piątkowej sesji zamknął się ponad 1-groszowym wzrostem euro i spadkiem w takiej samej skali dolara. To raczej stanowiło odbicie zmiany notowań EUR/USD, gdzie wspólna waluta odrabiała czwartkowe straty.

To, czy piątkowa reakcja rynku walutowego w pełni wyczerpała wpływ czynnika politycznego, nie jest jednak przesądzone. Wiele będzie zależeć od ostatecznych warunków, jakie postawią PiS-owi potencjalni koalicjanci z Samoobrony i PSL. Dalsze psucie zamiast naprawy finansów publicznych, brak reformy systemu podatkowego i zmian na rynku pracy, "majstrowanie" przy ustawie o NBP to tylko niektóre potencjalne zagrożenia. Póki inwestorzy skupieni są na czynnikach związanych z przepływami kapitału te elementy mogą nie mieć tak dużego znaczenia, ale jeśli nastroje wokół rynków wschodzących pogorszyłyby się, a Ministerstwo Finansów zaczęło deklarować zakończenie polityki wymiany walut na rynku, to takie obawy mogą zacząć odgrywać większe znaczenie.

Z technicznego punktu widzenia piątkowy spadek USD/PLN można interpretować jako cofnięcie się po tym, jak notowaniom udało się powrócić ponad dołek z początku września. Jeśli kurs nie spadnie znów poniżej niego, możliwe będzie zaatakowanie dwumiesięcznej linii trendu spadkowego. Gdyby jednak nie udał się utrzymać ponad 3,14 zł, będziemy świadkami testowania poziomu 3,1 zł, gdzie jest 61,8-proc. zniesienie zwyżki trwającej od marca do lipca 2005 r.