Reklama

Nadchodzi Przejrzysty Ben

Ten urząd to siła, która może posłać globalny rynek finansowy w przestworza lub w niebyt. Ten urząd to moc, która napędza i hamuje najbogatszą gospodarkę. Ten urząd to władza nad najważniejszą walutą i portfelami najbogatszego społeczeństwa. Z początkiem lutego ten właśnie urząd obejmie Ben Bernanke.

Publikacja: 16.01.2006 08:43

31 stycznia dopełni się ostatnia formalność - amerykański Senat przegłosuje zgłoszoną przez prezydenta nominację Bena Bernanke na stanowisko prezesa Rezerwy Federalnej. Tego samego dnia odchodzący wielki poprzednik Alan Greenspan ostatni raz w życiu będzie przewodniczyć obradom FOMC, czyli decydującego o amerykańskiej polityce monetarnej Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Po posiedzeniu ostatni raz odczyta zwięzły komunikat, informując najpewniej o czternastej z rzędu podwyżce kosztów kredytu. Następnego ranka 79-letni "Maestro" będzie już na zasłużonej emeryturze. Wtedy liczący 92 lata Fed będzie mieć czternastego w historii sternika.

Coś się kończy,

coś się zaczyna

Jaka była epoka Greenspana - wiemy. Zaczęło się od gaszenia pożaru po krachu na Wall Street. Potem nastał czas niesłychanej prosperity w amerykańskiej gospodarce, kryzysów finansowych w kilku krajach świata, dmuchania i pękania bańki internetowej. Jednocześnie gospodarka uległa globalizacji. USA stały się jej motorem napędowym, a Greenspan - jej rzecznikiem.

Teraz do gry wchodzi profesor z Princeton (Greenspan dorobił się tylko tytułu doktora mało prestiżowego Uniwersytetu Nowojorskiego), przez ostatnie pół roku przewodniczący Rady Doradców Ekonomicznych prezydenta Busha, a wcześniej przez trzy lata członek rady gubernatorów Rezerwy Federalnej. Jaka będzie epoka Bena Bernanke - i czy w ogóle będziemy mówić o jakiejkolwiek epoce - dowiemy się nieprędko. Ale tęgie głowy ekonomistów nie ustają w domysłach.

Reklama
Reklama

Perswazja kontra dialog

Może się okazać, że obie epoki będą się różnić bardzo mocno. Bo choć Ben Bernanke nie jeden raz zdążył już zadeklarować, że chce być kontynuatorem polityki wielkiego poprzednika, to najprawdopodobniej sprowadzi się to jedynie do równie stanowczej walki z inflacją. Filozofię prowadzenia polityki monetarnej obaj panowie mają podobną, jednak sposób podejmowania decyzji w wykonaniu Bernanke będzie zasadniczo różny od poprzednika - uważają ekonomiści. Nowy szef Fedu z racji swojej przeszłości akademickiej jest postrzegany jako budowniczy konsensusu, otwarty na dyskusję rodem z kręgów uczelnianych. Prawdopodobnie będzie znacznie bardziej powściągliwy i zachowa większą rezerwę niż Greenspan. Bo jak mówią byli członkowie Fedu, Greenspan nie stawiał się w jednym szeregu z pozostałymi bankierami centralnymi, on się przed ten szereg mocno wysuwał. Wielokrotnie używał perswazji, by jego racje były na wierzchu (w Fedzie jest niepisana zasada, że przegrywający głosowanie dotyczące stóp prezes podaje się do dymisji). Był człowiekiem-instytucją. Za Bernanke instytucją znów może stać się Fed.

Do zmian rynki finansowe będą musiały się przyzwyczaić i na początku mogą zareagować niepokojem i większą zmiennością. Jak długo to potrwa? Eksperci wskazują, że na "dzień dobry" przed Bernanke staną dwa wyzwania: będzie musiał podjąć decyzję, kiedy zakończyć okres zacieśniania polityki pieniężnej, oraz będzie musiał zdobyć zaufanie rynku i pokazać się jako wróg inflacji. To drugie najłatwiej udowodnić, podnosząc stopy procentowe - choć Bernanke nie musi być tu agresywny.

Rynek dobrze przyjął jego nominację. Bo trzeba pamiętać, że gdy prezydent Reagan wybierał Greenspana, reakcja była zgoła odmienna. Jednak tak czy inaczej, prawdopodobnie przynajmniej raz w pierwszym roku urzędowania Bernanke amerykańskie stopy pójdą w górę. Tego oczekują eksperci.

Koniec z greenspańszczyzną

Inwestorzy na świecie będą musieli się dostroić nie tylko do nowego stylu, ale też do nowej mowy. - Greenspan na tyle długo kieruje Fedem, że rynki przywykły już do jego języka. Mówią po greenspańsku - żartował niedawno Alan S. Blinder, były wiceprzewodniczący Fedu i dobry znajomy Bernanke. - To zaskakujące, ale gdy Bernanke będzie mówić po angielsku, który jest wszakże rozumiany powszechniej, rynek będzie się pewnie musiał do tego dostosowywać. Choć słowa Greenspana niejednokrotnie trzęsły notowaniami na światowych giełdach, często były to wypowiedzi na tyle zawiłe, że na język "ludzki" musieli je przekładać eksperci. Interpretacji bywało zaś tyle, ilu interpretatorów. Ważne było też nie tylko to, co "Maestro" powiedział, ale często to, o czym w ogóle nie wspomniał. Bernanke ma natomiast opinię człowieka, który mówi jasno, precyzyjnie i przystępnie.

Reklama
Reklama

To najpewniej wiąże się ze sposobem bycia. Jego współpracownicy z Uniwersytetu Princeton powtarzają, że zawsze jasno stawiał cele i kreślił plan ich realizacji, odzierając uczelniane procedury z jakiejkolwiek tajemnicy. Wskazują, że najprawdopodobniej taka właśnie demistyfikacja stanie się symbolem Fedu pod wodzą Bernanke. Ale nie znaczy to, że będzie nudno. Następca Greenspana, podobnie jak sam Mistrz, nie bierze wszystkiego na serio. - Służyłem siedem lat jako szef wydziału ekonomicznego w Princeton - stwierdził kiedyś Bernanke - gdzie odpowiadałem za kluczowe decyzje, takie jak to, czy podać bajgle czy pączki w czasie przerwy na kawę.

Cel inflacyjny...

Niemniej Ben Bernanke jawi się wszystkim jako zwolennik maksymalnej klarowności. - Większa przejrzystość w polityce (monetarnej) podnosi wiarygodność, pozwala na konstruktywny dialog między jej twórcami i osobami z zewnątrz, zmniejsza niepewność na rynkach finansowych i pomaga zakotwiczyć długofalowe oczekiwania inflacyjne. To sprzyja wzrostowi gospodarczemu i stabilizacji - to słowa Bernanke sprzed kilku miesięcy. Być może to właśnie za jego kadencji Rezerwa Federalna dokona małej (dużej?) rewolucji, przechodząc do polityki bezpośredniego celu inflacyjnego. Greenspan był tego zdeklarowanym przeciwnikiem.

Gwoli sprawiedliwości trzeba jednak powiedzieć, że za czasów odchodzącego prezesa komunikacja Rezerwy Federalnej z rynkiem przebyła drogę liczącą lata świetlne. Gdy przejmował on ster banku centralnego w 1987 r., Fed nawet nie informował o decyzjach dotyczących stóp procentowych. Inwestorzy wyczuwali, że koszty kredytu wzrosły bądź spadły, obserwując aktywność Fedu na rynku i zmiany w ilości pieniądza krążącego w systemie bankowym. Pierwsze komunikaty o decyzjach dotyczących stóp ujrzały światło dzienne dopiero w 1994 r., a kolejnych pięć lat musiało minąć, by po posiedzeniach ogłaszano też oświadczenie dotyczące polityki monetarnej. Całkiem niedawno Fed skrócił czas publikacji sprawozdania z posiedzenia z około sześciu do trzech tygodni, co oznacza, że rynek może się z nim zapoznać, zanim ustalający stopy FOMC zbierze się kolejny raz.

...na razie poczeka...

Komentatorzy wskazują, że już nawet teraz cel inflacyjny można uznać za określony - nie jest sekretem, że Bernanke chce, by wzrost cen mieścił się między 1% a 2% w skali roku. - Formalne określenie wartości lub przedziału wartości inflacji uważanej za zgodną z celem zapewnienia stabilności cen w długim terminie, jak to robi wiele banków centralnych na świecie, byłoby krokiem ku większej przejrzystości - stwierdził Bernanke w czasie jesiennych przesłuchań w Senacie. To na razie pieśń przyszłości i nowy prezes jest tego świadomy.

Reklama
Reklama

Prawdopodobnie określaniu celu inflacyjnego sprzeciwiłoby się wielu obecnych członków rady gubernatorów Fedu oraz wielu kongresmenów, obawiając się, że walka ze wzrostem cen przesłoni drugie z zadań banku centralnego, czyli maksymalizację zatrudnienia. Bernanke twierdzi, że zaproponuje zmiany tylko po dalszej gruntownej analizie i tylko w przypadku, jeśli uda mu się wypracować konsensus wśród polityków monetarnych i polityków w ogóle.

...tak jak prognozyCzy wprowadzenie strategii bezpośredniego celu inflacyjnego przyniosłoby "w pakiecie" na przykład także regularną publikację prognoz gospodarczych? Takie prognozy (np. co kwartał lub co pół roku) przedstawia wiele banków na świecie, które ową strategię stosują, włączając m.in. Europejski Bank Centralny i Bank Anglii. A Rezerwie Federalnej w tej chwili do tego bardzo daleko. Komitet Otwartego Rynku nie przedstawia żadnych szacunków, a jedynie dwa razy w roku zbierane są indywidualne prognozy poszczególnych członków, po czym publikowana jest "średnia tendencja" i skrajne wartości. Niewykluczone że z Bernanke u steru Rezerwy to także się zmieni. W przeszłości takie sugestie padały z jego ust.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama