31 stycznia dopełni się ostatnia formalność - amerykański Senat przegłosuje zgłoszoną przez prezydenta nominację Bena Bernanke na stanowisko prezesa Rezerwy Federalnej. Tego samego dnia odchodzący wielki poprzednik Alan Greenspan ostatni raz w życiu będzie przewodniczyć obradom FOMC, czyli decydującego o amerykańskiej polityce monetarnej Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Po posiedzeniu ostatni raz odczyta zwięzły komunikat, informując najpewniej o czternastej z rzędu podwyżce kosztów kredytu. Następnego ranka 79-letni "Maestro" będzie już na zasłużonej emeryturze. Wtedy liczący 92 lata Fed będzie mieć czternastego w historii sternika.
Coś się kończy,
coś się zaczyna
Jaka była epoka Greenspana - wiemy. Zaczęło się od gaszenia pożaru po krachu na Wall Street. Potem nastał czas niesłychanej prosperity w amerykańskiej gospodarce, kryzysów finansowych w kilku krajach świata, dmuchania i pękania bańki internetowej. Jednocześnie gospodarka uległa globalizacji. USA stały się jej motorem napędowym, a Greenspan - jej rzecznikiem.
Teraz do gry wchodzi profesor z Princeton (Greenspan dorobił się tylko tytułu doktora mało prestiżowego Uniwersytetu Nowojorskiego), przez ostatnie pół roku przewodniczący Rady Doradców Ekonomicznych prezydenta Busha, a wcześniej przez trzy lata członek rady gubernatorów Rezerwy Federalnej. Jaka będzie epoka Bena Bernanke - i czy w ogóle będziemy mówić o jakiejkolwiek epoce - dowiemy się nieprędko. Ale tęgie głowy ekonomistów nie ustają w domysłach.