Nowe przepisy mogą odbić się przede wszystkim na sektorze zaawansowanej technologii, gdzie właśnie opcje były magnesem dla wielu pracowników. Dlatego też takie spółki, jak Cisco System czy Sun Microsystems protestowały przeciwko zmianom i postanowiły ograniczyć program wynagrodzeń w opcjach. Analitycy nie przewidują jednak wielkiej rewolucji - zarówno pod względem wysokości zysków spółek, jak i samej praktyki wynagradzania w opcjach. Wiele firm już bowiem wcześniej wprowadziło dobrowolnie nowe standardy księgowania opcji i odbyło się to stosunkowo bezboleśnie.
Na inwestorach perspektywa wprowadzenia nowych przepisów nie zrobiła większego wrażenia i w dalszym ciągu spółki hojnie wynagradzające pracowników opcjami cieszyły się ich zainteresowaniem. Od marca 2003 r., kiedy zapoczątkowano proces ustalania nowych standardów, nasycony spółkami technologicznymi indeks Nasdaq Composite wzrósł o 81%. Przykładowo akcje Cisco zyskały w tym czasie 48%, mimo że spółka szacuje, że uwzględnienie opcji w wydatkach będzie ją kosztować 12-14 centów na jedną akcję w 2006 r. Zdaniem analityków, rynek miał wystarczająco dużo czasu, aby zaabsorbować zmiany, które nie wpływają przecież na rzeczywistą sytuację spółek - są tylko manewrem księgowym.
Zmiany w systemie rozliczania wynagrodzeń wprowadzono po serii skandali korporacyjnych, które doprowadziły m.in. do bankructwa takich spółek, jak Enron i WorldCom. Inwestorzy zaczęli wówczas zwracać większą uwagę na informacje o opcjach, zamieszczane zazwyczaj w przypisach do sprawozdań finansowych. Rok 2005 był ostatnim, w którym kosztów opcji można było nie uwzględniać w rubryce wydatków bieżących spółek.
Nowy Jork