Wieńcząca miniony tydzień zasłona ciemnej chmury nie była formacją kompletną, gdyż środek białego korpusu z początku roku pozostał aktywnym wsparciem. Figura wymaga zatem potwierdzenia, przez co bohaterem II połowy stycznia mógłby zostać poziom 2775 pkt. Początek nowego tygodnia sprawił jednak, że widmo testowania tego newralgicznego wsparcia zostało mocno oddalone, a sama formacja szczytowa nie straszy już tak bardzo inwestorów.
Poniedziałkowe odreagowanie poprzedzone zostało dwusesyjnym wyraźnym odwrotem spod szczytów hossy. Szukając technicznej genezy tego ruchu należy wskazać na kształt wcześniejszej konsolidacji poniżej poziomu 2950 pkt. Przyjęła ona formę minidiamentu, co wnosić można bardziej z rozkładu obrotów niż kształtu wykresu. Figura, z uwagi na rozmiary, nie powinna mieć dużego znaczenia dla trendu, ale trzeba też zwrócić uwagę na obroty - te do małych nie należały. O tym, czy wczorajsze odrabianie strat, choć niezwykle dynamiczne, okaże się jedynie przystankiem w dłuższym ruchu korekcyjnym, czy też powrotem do długoterminowej hossy, zdecyduje test osi ww. formacji położonej w okolicy 2880-2900 pkt.
Niejednoznacznie przedstawia się sytuacja pochodnej w kontekście wskazań średnich i oscylatorów. Głównym sprawcą stojącym za poprawą nastroju była EMA-13. Ta krótkoterminowa średnia spisywała się do tej pory doskonale w roli wskaźnika nastrojów rynkowych i stanowiła silne wsparcie w chwilach słabości w całej 2,5-miesięcznej historii najbardziej dynamicznego fragmentu hossy. Obecnie jednak sytuacja oscylatorów średnioterminowych uległa pogorszeniu na tyle, że należy rozważać możliwość zejścia poniżej średniej. Mowa o utrzymujących się sygnałach sprzedaży wysłanych przez MACD i Ultimate. Reasumując mocny początek tygodnia niekoniecznie musi oznaczać, że rynek gotów jest już zmierzyć się z poziomem 3000 pkt.