Po wczorajszej sesji wniosek nasuwa się sam: korekta hossy ma się wyjątkowo dobrze. W tym miejscu aż się prosi dodać, że spadkom przynajmniej do wczoraj poddawały się przede wszystkim blue chipy, natomiast giełdowy drobiazg był towarem poszukiwanym niczym szczepionka przeciw grypie jesienią ubiegłego roku. Nieco przerysowując, najpopularniejsza strategia inwestycyjna ostatnich dni sprowadzała się do przejrzenia spółek notowanych na GPW i znalezienia czegoś, co jeszcze "nie było grane". Z perspektywy czasu widać, że spora część tak wybranych tematów miała swoje 5 minut, czyli spółka niezależnie od kondycji fundamentalnej któregoś dnia rosła o te upragnione kilkanaście procent.

Wczorajsze notowania przyniosły w końcu pewną odmianę, polegającą na mocnym spadku spółek z WIG20 i selektywnej, ale jednak przecenie drożejących ostatnio bez opamiętania mniejszych firm (choć na razie wydaje się, że Alchemii i Boryszewa ten problem nie dotyczy). Niewątpliwie gracze akceptujący wysoki poziom ryzyka mogli ostatnio zarobić fortunę, ale nawet oni zdają sobie sprawę, że takie eldorado nie będzie trwało wiecznie. Wystarczy przyjrzeć się wczorajszym notowaniom Skotanu, aby zrozumieć, jakie mogą być skutki nonszalancji i zbytniej pewności siebie. Przecena tego waloru z 280 zł na 207 zł w ciągu godziny powinna dawać do myślenia i nie ma znaczenia, że połowa tych strat została natychmiast odrobiona: zdarzyło się raz, może zdarzyć i drugi, niewykluczone że w bardziej krwawej wersji.

Trwający obecnie odwrót od większości akcji należy w dalszym ciągu traktować jako korektę potwierdzoną niezbyt imponującymi obrotami. Przyczyn przedłużającej się dekoniunktury nie trzeba długo szukać. Przede wszystkim jest to zagrożenie przedterminowymi wyborami w kraju, spadkami na giełdach zagranicznych oraz drożejącą ropą z powodu sporu z Iranem i napięć w Nigerii. Ustąpienie tych zagrożeń, zwłaszcza ryzyka politycznego, powinno zapoczątkować kolejną falę wzrostami.

Unikaj:

spółek, których wycena jest zupełnie oderwana od rzeczywistości.