Według biura statystycznego Unii Europejskiej, w Polsce ceny wzrosły w ubiegłym roku o 0,8%. Według GUS, było to 0,7%. Różnica bierze się z niuansów metodologicznych. Z informacji Eurostatu wynika, że Polska miała w grudniu najniższą inflację ze wszystkich krajów Unii Europejskiej. W Finlandii, drugiej w rankingu, było to 1,1%. Średnia dla całej UE wynosiła 2,1%, a dla strefy euro - 2,2%.
W duszeniu inflacji Polska znacznie wyprzedziła kraje, które są zdecydowane w najbliższym możliwym terminie przyjąć euro. Niski wzrost cen to jedno z tzw. inflacyjnych kryteriów z Maastricht.
Zgodnie z nim, wzrost cen w kraju kandydującym do strefy euro nie może być wyższy o więcej niż 1,5 pkt proc. od średniej dla trzech najlepszych krajów całej Unii Europejskiej. Czy to oznacza, że Polska jest w grupie krajów, z którymi są porównywani kandydaci? Jeszcze nie. Pod uwagę bierze się bowiem średnioroczną inflację, która w naszym przypadku wynosiła w grudniu 2,2%. Taka sama była średnia zarówno dla strefy euro, jak i całej UE. W najbliższych miesiącach średnioroczny wskaźnik dla Polski będzie jednak iść szybko w dół.