Wczoraj za pośrednictwem rzecznika prezes giełdy Taizo Nishimuro przekazał, że do końca roku liczba transakcji, jaką giełda jest w stanie obsłużyć w trakcie jednej sesji, powinna wzrosnąć do 7-8 mln, czyli blisko o 80% w porównaniu z obecnymi możliwościami. Nie ujawniono, jak giełda tego dokona, ani ile będzie to kosztować.
Wczoraj handel przebiegał bez zakłóceń. Zgodnie z zapowiedziami, sesję skrócono jednak o pół godziny (do czterech godzin), a liczba transakcji bardzo niebezpiecznie zbliżyła się do 4 mln. Dzień wcześniej przez giełdowe komputery przewinęło się rekordowe 4,38 mln transakcji, zanim szefowie podjęli dramatyczną decyzję o zatrzymaniu handlu na 20 min przed normalną godziną zamknięcia. Dalsza lawina transakcji zatkałaby system na dobre, bo jest on w stanie przerobić najwyżej 4,5 mln operacji dziennie. Rekordowa była też wówczas liczba zleceń od inwestorów - sięgnęła 7,3 mln. Tu rezerwy też są niewielkie (maksimum to 9 mln), więc prezes Nishimuro chce zwiększyć moce do 14 mln obsługiwanych zleceń w trakcie jednej sesji.
Co na to brokerzy? - Nie wiem, czy dzięki unowocześnieniu systemu giełda będzie w pełni zdolna do poradzenia sobie z ostrą zwyżką wolumenu obrotów. Biorąc pod uwagę ostatnie trendy, liczba zleceń może nagle skoczyć w związku z każdą ważną dla rynku informacją - stwierdził anonimowo przedstawiciel jednego z największych domów maklerskich w Japonii w wypowiedzi dla Reutera (przypomnijmy: skok obrotów w środę nastąpił w wyniku informacji o możliwych przekrętach w jednej z giełdowych spółek z branży internetowej). Bardziej dosadni są reprezentanci rządu. - Jeśli giełda nie jest w stanie obsłużyć handlu, to może w ogóle nie ma sensu jej dalsza egzystencja - zasugerował na konferencji prasowej Kaoru Yosano, japoński minister ds. usług finansowych.
W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy giełda w Tokio trzykrotnie modernizowała system transakcyjny, by podołać rosnącej liczbie zleceń i zawieranych transakcji. Zainteresowanie japońskimi akcjami rośnie bowiem nie tylko wśród lokalnych graczy, lecz także wśród inwestorów z zagranicy. W grudniu przez giełdę przechodziło średnio 5,4 mln zleceń dziennie, czyli ponad dwa razy więcej niż rok wcześniej. Indeks Nikkei 225 wzrósł w tym czasie o 40%.
Modernizacje nie zapobiegły jednak poważnym wpadkom. Najpierw na pierwszej sesji listopada handel ruszył dopiero po południu, potem w połowie grudnia system uniemożliwił wycofanie błędnego zlecenia złożonego przez jeden z domów maklerskich. Po tych wydarzeniach do dymisji podał się prezes giełdy Takuo Tsurushima. Jego następca też jednak nie uniknął kłopotów.