Szalenie wysokie ceny ropy naftowej znów stają się tematem numer jeden dla inwestorów giełdowych. W piątek baryłka w Nowym Jorku kosztowała już wyraźnie ponad 67 USD, czyli najwięcej od czterech miesięcy. Analitycy mówią, że lada chwila może zostać przebity poziom 70 USD i padnie nowy rekord. Jak to wytrzymują inwestorzy?
W piątek po zwyżce notowań surowca i po opublikowaniu przez kolejne ważne spółki nie najlepszych wyników finansowych (Citigroup i General Electric) otwarcie na giełdach w USA przyniosło dość wyraźne spadki. Inwestorzy obawiają się kolejnych rozczarowań i pogorszenia koniunktury, choć analitycy uspokajają: przekrojowo opublikowane dotąd wyniki prezentują się całkiem nieźle. 60% z 90 spółek z indeksu S&P 500, które podało już kwartalne rezultaty, przedstawiło dane lepsze od prognoz specjalistów. Miniony kwartał najpewniej więc amerykańskie korporacje znów zakończyły zyskami o co najmniej jedną dziesiątą wyższymi od osiągniętych rok wcześniej.
Niemniej początek piątkowych notowań stał pod znakiem mocnego, jak na tak uznane marki, spadku cen akcji Citigroup (o przeszło 3%) i GE (o prawie 3%). Jeszcze bardziej skarcona została Motorola - przecena akcji o 6% - po tym, jak przedstawiła rozczarowujące dane o sprzedaży. Drożejąca ropa pomogła natomiast korporacjom z sektora naftowego. Rosły kursy m.in. Schlumbergera i Halliburtona, czyli spółek zajmujących się serwisem instalacji naftowych, a także koncernów wydobywających i przerabiających ropę, jak ConocoPhillips.
Spółki paliwowe drożały także w Europie - zyskały BP, Statoil czy Total. Cały rynek do pewnego momentu opierał się przecenie, jednak po otwarciu giełd na Wall Street inwestorzy przystąpili do ostrej wyprzedaży. Ostatecznie zakończyło się spadkiem frankfurckiego DAX-a o 1,51%, londyńskiego FTSE-100 o 0,37%, a paryskiego CAC-40 o 0,84%. Cały miniony tydzień był dla giełd w Europie (w Stanach zresztą też) najsłabszy od kilku miesięcy.
Do 22.00 w piątek Dow Jones stracił 1,98%, a Nasdaq Composite spadł o 2,21%.