Premier Kazimierz Maricnkiewicz nie czuje żadnego stresu w związku z dzisiejszym głosowaniem w Sejmie projektu ustawy budżetowej. - Założyłem się, że będzie trzysta głosów za budżetem - stwierdził. - Nie pamiętam, a pracowałem w Komisji Finansów Publicznych wiele lat, aby było tak wielkie ciśnienie na przyjęcie budżetu. Opozycja wręcz gwałtem chce przyjąć nasz budżet - zażartował.
Zapowiada się, że większość ugrupowań zagłosuje za projektem. Zrobią tak ci, którzy obawiają się przedterminowych wyborów i chcą podpisać z PiS, partią popierającą gabinet Marcinkiewicza, pakt stabilizacyjny. A takie deklaracje składały PSL, LPR i Samoobrona. Zapewne przeciw będzie SLD, którego PiS do paktu stabilizacyjnego nie zaprosił. No i nie wiadomo jeszcze, co zrobi najsilniejszy klub opozycyjny w Sejmie, czyli PO.
- Gdyby dziś PO miała podejmować decyzję w sprawie budżetu na 2006 rok, to głosowałaby przeciw - powiedział wczoraj Donald Tusk, lider PO.
Jednak stanowisko Platformy może się zmienić. Wczoraj wieczorem zostało zaplanowane spotkanie Zbigniewa Chlebowskiego, posła PO, z minister finansów Zytą Gilowską. Miała to być próba przekonania członków rządu do poprawek zgłaszanych przez PO. Chlebowski przyznał jednak, że nie ma wielkich nadziei na zmianę stanowiska rządu i PiS. Chyba że inne rozmowy - na temat "perspektyw koalicji" między obiema czołowymi partiami w parlamencie - okażą się nadspodziewanie owocne. Ale liderzy PiS i PO wypowiadali się, jakby nie liczyli na większe efekty tego spotkania. W chwili zamykania tego wydania PARKIETU rezultaty rozmów nie były jeszcze znane.
Co ciekawe - istnieje i taka możliwość, że to PiS obali projekt budżetu przygotowany przez własny rząd. - Nie bierzemy pod uwagę głosowania przeciwko własnemu budżetowi - stwierdził wczoraj Jarosław Kaczyński, szef PiS. - Jeżeli jednak budżet zostanie całkowicie zdemolowany, to będziemy musieli się nad tym zastanowić - dodał.