Po bardzo nerwowej sesji w USA, będącej reakcją na rozczarowujące wyniki finansowe spółek amerykańskich oraz wydarzenia geopolityczne (irański plan badań nuklearnych i zamieszki w Nigerii, które wpłynęły na silny wzrost cen ropy), GPW zaczęła tydzień od 1,5-proc. spadku WIG20. Jednak w miarę zbliżania się do końca sesji, straty były odrabiane i systematyczne działania popytu doprowadziły do zamknięcia na jedynie 0,2-proc. minusie, tylko 6 punktów poniżej ostatniego rekordu. TechWIG zamknął się przy tym na najwyższym poziomie w historii, głównie dzięki silnemu wzrostowi Biotonu.
Wobec mocnego spadku w USA i niepewności politycznej na naszym rynku wczorajsze zachowanie rynku było bardzo dobre. Popyt może nie był silny i dynamiczny, ale jego systematyczność i brak agresywnej podaży świadczą o tym, że to jeszcze nie koniec hossy. Argument o znacznym wzroście zmienności indeksów i kontraktów terminowych, który traktuję jako poważne ostrzeżenie przed szczytem przynajmniej w średnim terminie, będzie chyba musiał jeszcze trochę poczekać.
Na najbliższych sesjach czeka nas śledzenie giełd amerykańskich (choć jak pokazała wczorajsza sesja, nerwowych reakcji zapewne nie będzie) oraz polskiej sceny politycznej. Tutaj jak zwykle liczba scenariuszy jest nieskończona, przynajmniej część mgły nad sytuacją parlamentu powinna rozwiać się po jutrzejszym głosowaniu nad budżetem.
W USA takie sesje jak ta z zeszłego piątku pogarszają znacznie atmosferę na rynku na dłuższy czas i zazwyczaj prowadzą do pogłębienia spadków. Nasz rynek pokazał wczoraj, że jest uodporniony na złe wieści ze świata, a ich brak przy względnej stabilizacji politycznej w Polsce może doprowadzić do kolejnych maksimów indeksów. Gdyby jednak do spadków za oceanem dołączyła całkowita destabilizacja parlamentu i rządu, popytowi mogą zacząć puszczać nerwy.
Zwróć uwagę: