Prawie 57% wczorajszego wzrostu indeksu WIG20 przypadło na akcje KGHM. Wraz z papierami PKO BP wygenerowały ponad cztery piąte zwyżki. To najlepiej pokazuje w jak dużym stopniu koniunktura na naszym rynku jest uzależniona od notowań lubińskiego kombinatu. Trudno dziwić się zwyżce kursu jego papierów, bo ubiegłoroczna wycena była niska. Jak się okazało wraz z utrzymującymi się wysokimi cenami miedzi stworzyła swoistą mieszankę wybuchową. Znalazła ona odbicie w dynamice trwającego od połowy października ruchu wzrostowego. Wyniósł on notowania o 80% w górę. Dla porównania trwająca przez 4,5 miesiąca od połowy maja 2005 r. fala zwyżkowa podniosła cenę o 71%, a na dodatek wzrost zaczynał się wtedy z poniżej 30 zł.
Symptomatyczne jest weryfikowanie w ostatnim czasie rekomendacji i wycen dla KGHM. Niespotykane w roku ubiegłym zalecenia kupna świadczą o zupełniej zmianie nastawienia analityków, którzy dotąd obawiali się odwrócenia koniunktury na rynku miedzi, teraz zdają się takie zagrożenie minimalizować. Jest to zastanawiające w kontekście znacznie wyraźniejszych w ostatnich tygodniach obaw o koniunkturę w amerykańskiej gospodarce niż było to na przykład w połowie 2005 r. Równocześnie podnoszenie cen docelowych dla KGHM z poniżej 50 zł w okolice 80 zł pokazuje, że również fachowców z instytucji skala zwyżki tych papierów z ostatnich miesięcy mocno zaskoczyła.
Nie widać oznak poprawy kondycji amerykańskich parkietów i wobec tego do rangi jednego z najważniejszych pytań urasta to, jak długo jeszcze nasza giełda jak i inne rynki wschodzące będą w stanie ignorować sygnały płynące zza oceanu. Oceniając tę sytuację na podstawie kwartalnych zmian indeksów na emerging markets i w USA można zakładać, że kolejny mocniejszy spadek w Stanach pociągnie za sobą w dół również rozgrzane do czerwoności rynki wschodzące. Czy ta "zimna" kalkulacja znajdzie odbicie w rzeczywistości? Jeśli nie to znaczy, że mamy do czynienia z pompowaniem spekulacyjnej bańki. W trakcie jej nadmuchiwania można sporo zarobić, ale jej przebicie miałoby też mocniejsze konsekwencje.