Utrzymuje się przewaga kupujących na rynku kontraktów terminowych. Wczoraj doprowadzili oni do zwyżki marcowej serii o 63 pkt (2,2%). Zamknięcie sesji na poziomie 2975 pkt oznacza, że otwieranie długich pozycji w oczekiwaniu na wzrost do 3000 pkt straciło sens. Zwyżki do tej wysokości można było oczekiwać po tym, jak 19 stycznia notowania wybiły się w górę z krótkoterminowej formacji flagi. Zrealizowanie zasięgu wynikającej z tego układu nie będzie jednak oznaczało końca trendu wzrostowego. Wprawdzie pojawiają się kolejne sygnały ostrzegawcze przed załamaniem hossy, ale, jak na razie, rynek je ignoruje. Trudno ocenić, jak długo będzie trwał taki stan, ale dopóki nie przełamana zostanie linia zwyżki najlepszym rozwiązaniem wydaje się utrzymywanie długich pozycji lub pozostawanie poza rynkiem.

To co przemawia za nieotwieraniem pozycji, to obecnie bardzo duża zmienność notowań. Mierzona 5-sesyjnym, procentowym wskaźnikiem ATR osiągnęła ona poziom 2,7% - najwyższy od ponad dwóch lat. Wysokie wartości z reguły pokrywały się z ekstremami na wykresie kontraktów. Ryzyko wystąpienia większej korekty potęguje także duża zmienność notowań w trakcie sesji. Z godziny na godzinę notowania zmieniają się o kilkadziesiąt punktów, a temu towarzyszą duże zmiany bazy (od wartości ujemnych do dodatnich). To świadczy o tym, że zachowaniami inwestorów w coraz większym stopniu kierują emocje, co także jest typowe dla ekstremów notowań.

Przy tak silnym rynku ciekawą alternatywą dla inwestorów, którzy zamierzają grać na spadek WIG20 są opcje sprzedaży. Otwierając długie pozycje w marcowych seriach z kursami wykonania od 2500 do 2700 pkt, na ryzyko narażona jest stosunkowo niewielka kwota, w porównaniu do zysków, jakie będzie można osiągnąć w przypadku załamania trendu.