Zakończenie sesji w środę dawało szansę na dobry początek wczorajszych notowań. Faktycznie taki był, ale nastroje nie były szampańskie przez całą sesję. Zapału bykom starczyło jedynie na pierwsze minuty. Kontraktom udało się nawet dosięgnąć poziomu 3000 pkt i od tej chwili jest to rekord całej hossy. Rynek akcji był wczoraj wyraźnie słabszy. Indeksowi do 3000 pkt zabrakło prawie 25 pkt.

W południe osłabienie rynku zostało zatrzymane i ponownie do akcji wkroczył popyt. Bardziej widoczny był on na rynku terminowym. Na kasowym wyraźnie brakowało poważnych kupujących, co przełożyło się na rozciągającą się bazę. Przez chwilę nawet pojawiły się kosze zleceń kupna, ale nie udało się podnieść wartości indeksu zdecydowanie wyżej. Sprowokowanie arbitrażystów się nie udało i na rynku terminowym pojawiło się rozczarowanie. Ponownie spadła baza.

Końcówkę sesji mieliśmy fatalną, ale niezależnie, jak strasznie wyglądała, trzeba zauważyć, że nie jest to na razie jakaś wielka tragedia. Skala spadku w stosunku do ostatniej fali wzrostowej (nie mówiąc już o zwyżce od początku roku) nie jest duża. Tym samym po raz kolejny decyzje podejmowane w chwili podwyższonych emocji mogą się okazać pochopne. Przecież trend się nie załamał. Do wsparć mamy całkiem daleko i na razie niewiele wskazuje, by miałby to być początek poważniejszego spadku cen.

Obecnie pierwszym wsparciem, którego przełamanie można będzie uznać za sygnał zakończenia zwyżki (w średnim terminie), jest dołek z połowy stycznia. Jak widać, podaż ma wiele miejsca na swoje harce bez wpływu na sytuację techniczną. Dopiero zejście cen pod poziom dołka z początku stycznia mogłoby już mieć konsekwencje także w długim terminie. Wtedy uprawnione byłoby twierdzenie o końcu hossy.