Notowania ropy naftowej zbliżyły się w końcu zeszłego tygodnia do rekordowego poziomu z sierpnia 2005 r., gdy za baryłkę tego surowca płacono w Nowym Jorku 70,85 USD. W miniony piątek cena ropy osiągnęła tam 69,20 USD, a w poniedziałek gatunek Brent kosztował w Londynie 66,59 USD.

Do wzrostu notowań, podobnie jak w poprzednich dniach, przyczyniały się głównie czynniki polityczne. Spór dotyczący forsowanego przez Iran programu nuklearnego groził zastosowaniem wobec tego kraju sankcji gospodarczych. Nie wykluczano, że formalny wniosek w tej sprawie od Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej wpłynie w tych dniach do Rady Bezpieczeństwa ONZ. Niepokój wywoływały też akty przemocy w Nigerii.

Ewentualne ograniczenie dostaw ropy z tych krajów byłoby ciosem dla rynku naftowego, gdyż wolne moce wydobywcze OPEC są za małe, aby wyrównać taki ubytek. W tej sytuacji wtorkowa decyzja kartelu o utrzymaniu produkcji na obecnym, najwyższym od 26 lat, poziomie tylko nieznacznie poprawiła atmosferę.

Zwyżka notowań została jednak zahamowana, do czego przyczyniła się informacja o większym niż przewidywano wzroście w zeszłym tygodniu amerykańskich rezerw ropy, a także odłożenie do początku marca decyzji w sprawie ewentualnych sankcji wobec Iranu.

W Londynie gatunek Brent z dostawą w marcu kosztował wczoraj po południu 65,80 USD za baryłkę w porównaniu z 65,99 USD w końcu sesji wtorkowej i 64,23 USD w poprzednią środę.