Reklama

Oswajanie diabła

Oby inwestorzy i analitycy nie wystraszyli się lokalnego, ale wyjątkowo rozwrzeszczanego diabła, któremu na imię "polityka"

Publikacja: 03.02.2006 08:01

Co nas nie zabija, to wzmacnia. To chyba prawda, ale na rynku finansowym konsekwencje tej zasady zależą jednak od głównego trendu i dominującego nastroju. Kiedy jest "byczo", rozochoceni inwestorzy często ignorują nawet i cały zestaw gorszych wiadomości. Z równym entuzjazmem wpadają jednak w histerię, gdy w niedźwiedzim trendzie napotkają dodatkowo informacje utwierdzające rynek w pesymizmie.

Triumf optymizmu rynków widać było w ubiegłym roku - inwestorzy zarabiali i podbijali ceny mimo kilku plag, które teoretycznie powinny skutecznie psuć nastroje (droga ropa, zamachy terrorystyczne, żółwie tempo strefy euro, polityczne zamieszanie w Polsce itd.). Pod koniec pierwszego miesiąca nowego roku świat trzymał się nadal całkiem krzepko, a analitycy optymistycznie patrzą na szanse globalnej gospodarki, mimo że wielu spodziewa się osłabienia tempa rozwoju (hamują Stany, a strefa euro przyspiesza z gracją żółwia).

Ale diabeł, oczywiście, nie śpi. Wskaźniki rynkowe (typu: P/E) wyglądają przyzwoicie, co nie zmienia faktu, że nominalnie akcje wielu firm sporo podrożały. Prognozy wzrostu zysków np. dla spółek europejskich są nadal pozytywne, ale jednak niższe niż spektakularne przyrosty z lat 2004-2005. Trzeba się więc liczyć się z uspokojeniem kursowej wspinaczki i nie wykluczać ryzyka nawet istotnych wahań cen i indeksów.

Diabeł może pojawić się także i z innych przyczyn. W ramach oswajania naszego rynkowego diabła - proponuję zastanowienie się nad hasłowym katalogiem wybranych czynników ryzyka inwestycyjnego A.D. 2006:

l ceny ropy i paliw - ewentualny dalszy trwały wzrost cen ropy ponad maksimum z 2005 r.

Reklama
Reklama

l stopy i konsumenci w USA - efekty serii podwyżek stóp w USA (i perspektywy drożejącego kredytu), m.in. ewentualne większe od oczekiwanego zmniejszenie popytu na rynku nieruchomości w USA oraz analogiczne zmniejszenie wydatków konsumpcyjnych Amerykanów. Konsekwencje zmniejszenia wydatków konsumpcyjnych Amerykanów mają wymiar globalny - na ich pieniądze czekają wszak firmy nie tylko z USA, ale z wielu innych krajów - w tym z Chin czy strefy euro.

l USA wolniej - wiele wskazuje na to, że tempo rozwoju gospodarki USA wyhamowało nieco w IV kwartale ub.r. A gotowych do przejęcia pałeczki globalnego lidera wzrostu nie widać (strefa euro i Japonia - jeszcze nie są gotowe, a Chiny to inna bajka).

l stopy i kredyty w strefie euro - rynek spekuluje, iż EBC może podwyższyć stopy w 2006 r. (np. dwa razy - po 25 pb. - do poziomu 2,75% łącznie), by nie dopuścić do trwalszego "wyskoku" inflacji. A wyższe stopy to m.in. droższy kredyt dla europejskich spółek. To także wyższa stopa dyskonta przy kalkulacji wartości akcji.

l eurożółw - analitycy obawiają się, że tempo wzrostu w strefie euro w 2006 r., mimo poprawy, pozostanie bardzo umiarkowane (więc nie wyższe niż np. 2% rocznie).

l spółki - wolniejszy wzrost zysków a wyceny rynkowe - niższe zyski - gorsze wskaźniki rynkowe - niższa wycena.

l polityka a gospodarka i rynki - porcja emocji na emerging markets. Wybory na Węgrzech, w Meksyku i w Brazylii oraz - mimo pozornego uspokojenia - niestabilna sytuacja polityczna w Polsce. Ryzyko pogorszenia kluczowej dla sytuacji na emerging markets tych krajów opinii inwestorów globalnych o rynkach wschodzących.

Reklama
Reklama

l konflikty międzynarodowe, terroryzm, wojny - stare i nowe konflikty oraz stałe zagrożenie terrorystyczne. Irak (wojny domowej ciąg dalszy), relacje Izraela z krajami arabskimi, większe wpływy fundamentalistów islamskich w krajach regionu. Ryzyko zaostrzenia starych już konfliktów na liniach: Iran-USA (irański program nuklearny) czy Chiny-Tajwan-USA (spory o status Tajwanu - zbrojenie się Chin m.in. w sprzęt z Rosji, a jednocześnie pomoc wojskowa USA dla Tajwanu).

W przypadku Polski, poza kwestiami globalnymi, trzeba wziąć pod uwagę także przynajmniej kilka spraw lokalnych - wewnętrznych:l ryzyko kontynuacji zamieszania lub nowej fazy rozgrywek politycznych - w tym: ewentualne wcześniejsze wybory i/lub tworzenie kolejnych doraźnych lub trwałych koalicji w obecnym parlamencie.

l ewentualna realizacja niektórych szkodliwych dla gospodarki i Polaków pomysłów partii radykalnych i populistycznych, które mogłoby sprowokować podnoszenie stawek podatkowych lub wprowadzanie nowych obciążeń - w celu zdobycia środków na zwiększenie wydatków budżetowych.

l mimo doraźnych porozumień wciąż faktyczny brak stabilnego zaplecza politycznego rządu.

Co bardzo ważne - wszystkie wspomniane czynniki ryzyka nie zmieniają faktu, że 2006 rok to duża szansa dla Polski - gospodarka ma realne szanse na przyspieszenie oraz pieniądze (i unijne, i globalne są w naszym zasięgu). Inwestorzy i analitycy globalni optymistycznie patrzą na nasz region. A to oni - i ich pieniądze - rządzą rynkami. Oby tylko nie wystraszyli się lokalnego, ale wyjątkowo rozwrzeszczanego diabła, któremu na imię "polityka"...

Odrębną, ale i oczywistą, kategorią ryzyka inwestycyjnego jest grupa czynników związanych z ewentualnymi wydarzeniami nadzwyczajnymi, jak np. katastrofy naturalne i klęski żywiołowe - np. epidemie (vide: ptasia grypa), huragany (vide: Karina), trzęsienia ziemi, tsunami (vide: Tajlandia), powodzie czy susze. Dosłownie na własnej skórze przekonujemy się, jak zaskakująco istotne mogą być konsekwencje tego typu czynników ryzyka. Niedawno najpierw śnieżyce a potem mrozy dały przecież w kość zarówno nam (choćby przez poważne problemy z komunikacją), jak i całej gospodarce (bo trzeba liczyć się z tym, iż ucierpiała na tym aktywność biznesowa - vide: ryzyko zmniejszenia produkcji w firmach, które otrzymały mniejsze niż zamawiane ilości gazu). Wspomniany przykład pokazuje także, że identyfikacja i analiza potencjalnych czynników ryzyka nie jest li tylko rozrywką intelektualną. Ważne jednak, by nie popaść w przesadę - świadomość ryzyka ma pomóc w budowaniu portfela, a nie paraliżować.

Reklama
Reklama

Zresztą inwestowanie to przecież w sumie handel ryzykiem właśnie. Kupujemy więc bezpieczeństwo, akceptując niższe potencjalne stopy zwrotu, albo - przeciwnie - świadomie bierzemy na siebie ryzyko - w nadziei, że za jego cenę zarobimy więcej. Ważne, by bilans tych igraszek z diabłem był dodatni.

Dyrektor w Pioneer Pekao

Investment Management

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama