Spojrzenie na wyniki wczorajszej sesji uzmysławia, że zmienność rzeczywiście jest wysoka. Wykres kontynuacyjny podskoczył o 53 pkt, czyli prawie 2%, a mimo to jest to dopiero ósmy wynik, jeśli chodzi o zmianę kursu z dnia na dzień w tym roku. A za nami dopiero 26 sesji. W porównaniu ze 140-punktowym spadkiem z poprzedniego wtorku odreagowanie wygląda mizernie.

Po przełamaniu przyspieszonej linii trendu, która obejmowała ostatnie trzy tygodnie notowań, widzę dwa podstawowe scenariusze. Pierwszy - skoro przełamana została przyspieszona linia trendu, rynek powinien dotrzeć do właściwej. Ta przekroczyła właśnie poziom 2500 pkt i zbliża się do wykresu kontynuacyjnego. Wczorajsza zwyżka, której towarzyszył znaczny spadek wolumenu (poniżej 20 tys. na wszystkich seriach), dobrze w taki scenariusz się wpisuje. To byłaby największa przecena od zeszłorocznej wiosny.

Drugi scenariusz dobrze z kolei wpisuje się w podwyższoną zmienność rynku. Po tym jak wczoraj zbudowany został na wykresie lokalny dołek, można wyznaczyć rozszerzającą się formację, obejmującą ostatnie notowania od początku roku. Dolne ramię tak wyznaczonego rozszerzającego się trójkąta osuwa się powoli w kierunku 2700 pkt. Jeśli po dość niemrawym odreagowaniu dziś zacznie się spadek, to wsparcie to nie może zostać przełamane. Od wczorajszego zamknięcia dolne ramię dzieli 90 punktów. Górne ograniczenie formacji znajduje się już ponad poziomem 3 tys. punktów. Oznaczałoby to osiągnięcie historycznego maksimum. W realizacji tego scenariusza będzie przeszkadzać przebita przyspieszona linia trendu, biegnące środkiem potencjalnej formacji. Szansa na taki rozwój wydarzeń będzie maleć z upływem czasu i utrzymywaniem się wykresu w pobliżu dolnego ramienia.