Reklama

Uwaga na żywność

W zasadzie jedynie podwyżki urzędowe oraz wzrosty podatków pośrednich ratują nas przed koniecznością oficjalnego przyznania się do deflacji

Publikacja: 09.02.2006 07:51

W ostatnich miesiącach dane o miernikach inflacji bazowej, prezentowane przez NBP, przechodzą bez echa. No cóż, najwyraźniej są za mało sensacyjne. Ewentualne zmiany mierników porównywane są najwyżej ze zmianami wskaźnika CPI. A w dodatku, obserwowana przez rynek z największą uwagą inflacja netto (oczyszczona z wpływu zmian cen żywności i paliw) nie odbiega od - szacowanej na podstawie GUS-owskich danych - bieżącej dynamiki cen.

Czy faktycznie w danych o inflacji bazowej nie ma nic, co skłoniłoby do głębszej refleksji?

Weźmy ostatnie dane za grudzień, a w nich dwie najbardziej rzucające się w oczy kwestie. Po pierwsze, inflacja netto. Jej roczny wskaźnik, podobnie jak w listopadzie, wyniósł 1,1%. Wciąż więc pozostaje wyraźnie poniżej dolnych widełek celu inflacyjnego, dowodząc, że trudno dyskutować u nas o nadmiernej presji cen (a niedawne spadki to nie tylko efekt szczególnej sytuacji na rynkach żywności i paliw). Warto tu przypomnieć, że inflacja netto nazywana jest czasem stabilniejszą wersją inflacji konsumenckiej. Jest bowiem odporna na najbardziej typowe szoki podażowe. Od października 2002 r. jej poziom stale utrzymuje się poniżej celu, tj. 2,5%. Nie zmienił tego nawet unijny szok cenowy (objawiając się w tym mierniku głównie przez zmiany stawek podatków pośrednich - głównie w budownictwie). Po drugie, w danych NBP szczególnie prezentuje się wskaźnik w formule wykluczającej ceny kontrolowane. W grudniu po raz drugi z kolei okazał się ujemny. W dodatku pogłębił skalę deflacji z -0,1% do -0,4%. Oznacza to, że za dynamikę inflacji głównie odpowiadają towary i usługi o cenach kontrolowanych bądź zawierających znaczący udział podatków pośrednich. Wystarczy wymienić tu paliwa, nośniki energii, wyroby tytoniowe. Wypada podkreślić, że w tych dość specyficznych grupach zależności wskazywane jako klasyczne, czyli - podaż, popyt, cena - mają raczej ograniczone zastosowanie. Reszta koszyka natomiast w skali rocznej tanieje, i to coraz szybciej. W zasadzie więc jedynie podwyżki urzędowe oraz wzrosty podatków pośrednich ratują nas przed koniecznością oficjalnego przyznania się do deflacji.

Podchodząc do problematyki aktualnej i przyszłej inflacji stale działamy zbyt ostrożnie. Gdzie więc tkwi problem? Gdzie zbyt mocno dmuchamy na zimne? Najprawdopodobniej chodzi tu o żywność. Szoki podaży w tej grupie są największym źródłem kłopotów władz monetarnych. W dodatku nasza sytuacja i możliwości podejścia do zmian cen żywności są wyraźnie inne niż w krajach bogatych. My wciąż jesteśmy mało zamożni - żywność i napoje bezalkoholowe to blisko 30% naszego koszyka towarów i usług konsumpcyjnych. Jest to zdecydowanie więcej niż w krajach bogatszych, gdzie udział ten zbliżony jest do 10% (a jeśli nawet nieco większy, to z powodu towarów żywnościowych luksusowych czy bardzo wysoko przetworzonych - gdzie ewentualne zmiany cen surowca nie muszą się aż tak znacząco odbić na koszcie produktu).

Porównajmy więc skutki u nas i "tam" pojawienia się szoku podaży podbijającego ceny żywności o dodatkowe 5%. U nas ogólny wskaźnik inflacji wzrośnie z tego tytułu o 1,5 pkt, natomiast "tam" o około 0,5 pkt proc. - czyli wartość, którą niemal można zignorować. Zauważmy, że owe 1,5 pkt w sytuacji zwyczajnej (kiedy poruszamy się blisko celu inflacyjnego) niemal na pewno wybiłoby nas z dopuszczalnego poziomu wahań (od +1,5% do +3,5%). Inna musi być też skala reakcji władz monetarnych u nas i "tam" na omawiany impuls z rynku żywności. "Tam" trzeba zbić inflację ogółem o 0,5 pkt proc. na pozostałych (poza żywnością) 90% koszyka towarów i usług konsumenckich. W zasadzie powinno więc wystarczyć "subtelne muśnięcie". U nas, by zbić 1,5 pkt inflacji na pozostałych 70% koszyka konsumenckiego - trzeba użyć naprawdę dużego młotka - spychając sporą część gospodarki w deflację, a być może i recesję.

Reklama
Reklama

Rozważanie przyszłej sytuacji na rynku żywności ma też jeden dodatkowy minus. Spora część owej dyskusji polega na wydawaniu pełnych przekonania oświadczeń co do stanu pogody za rok czy dwa. Jest to najbardziej niewygodna z możliwych dyskusji.

Kiedy rozmawiamy o tendencjach na rynku ropy czy innych surowców, a nawet światowej koniunktury (w tym popytu na nasze towary u największych partnerów gospodarczych), próbujemy jakoś wymieniać argumenty choć trochę uchodzące za logiczne. W przypadku prognoz sytuacji na rynku żywności jest to w znacznej mierze utrudnione. Jeśli nie są Państwo przekonani, to proszę bardzo. Porozmawiajmy o potencjalnym wpływie na poziom plonów ewentualnej fali przymrozków z maja 2008 r. Jestem przekonany, że będzie ciepło. A Państwo? Poziom abstrakcji takich rozważań mogę porównać jedynie z osiągniętym w latach przedszkolnych podczas dyskusji z kolegami o zaletach bojowych smoków Diplodoków.

Zazwyczaj przyjmuje się, że ostrożność jest cnotą. Tymczasem w naszych warunkach objawia się ona tym, że starannie są podkreślane wszelkie przyszłe ewentualne i potencjalne zagrożenia ze strony rynku żywności, natomiast bagatelizowane okresy, w których spadki cen wydatnie zbijają inflację. Daje to dość wyraźną asymetrię. Żywność powinniśmy bowiem albo ignorować zawsze (choćby z celem inflacyjnym kalibrowanym do inflacji netto), albo reagować, ale nie tylko na potencjalne zagrożenia, lecz i doceniając jej wkład w zbijanie inflacji. Tymczasem my wciąż inflację utrzymujemy wyraźnie poniżej celu, tj. 2,5%, aby ewentualne pojawienie się impulsu z rynku żywności nie wybiło nas ponad górne widełki dopuszczalnego pasma (od 1,5 do 3,5%).

Główny ekonomista BOŚ

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama