Trudne czasy nastały dla graczy nastawionych na podążanie za trendem. O ile bowiem od początku grudnia sytuacja była w miarę jasna po przebiciu październikowych szczytów - rynek był w wyraźnym trendzie wzrostowym, o tyle teraz po przebiciu linii trendu, które miało miejsce na początku ubiegłego tygodnia - sprawa się bardzo skomplikowała.
W ostatnim komentarzu dwa tygodnie temu zwracałem uwagę, że szereg negatywnych okoliczności zaczęło ciążyć nad rynkiem. Duże znaczenie ma sposób postrzegania Polski przez inwestujący na naszej giełdzie kapitał zagraniczny. Może nie wystarczyć wzrost gospodarczy i obecność w UE. Bardzo istotne jest tu zaufanie do naszej waluty, a to z kolei jest zdeterminowane zarówno przez finanse państwa, jak i organ czy osobę odpowiedzialną za wartość złotego. Na straży wartości pieniądza stoi RPP. Po raz kolejny usłyszeliśmy w czwartek, że RPP trzeba zlikwidować. Nie pozwala na to konstytucja, ale skoro można było rozwiązać KRRiT wbrew konstytucji, to kto wie, czego można się spodziewać po obozie rządzącym, który prawo traktuje instrumentalnie. Blokowanie fuzji Pekao i BPH jest kolejnym czynnikiem osłabiającym wiarygodność, a mowa o renacjonalizacji Pekao to poważne ostrzeżenie przed angażowaniem się w kraju, w którym górę bierze polityka antyliberalna i przeciwrynkowa.
W takich okolicznościach powrót do wzrostu wydaje mi się mało prawdopodobny i mam wrażenie, że trwa dystrybucja. Polskie fundusze od kilku tygodni co dzień publikują informacje o obniżeniu zaangażowania w papierach. Pytanie o trend to pytanie o dolary i euro. Jeśli przeważy odpływ, to przebicie linii szyi na poziomie 2660 będzie skutkować spadkiem o kolejne 200 pkt.