Po obu stronach Atlantyku piątek przyniósł przecenę akcji wielu spółek i spadek indeksów na największych giełdach Europy i Stanów Zjednoczonych. Zaniepokojenie inwestorów spowodował raport o czwartym z rzędu rekordowym deficycie handlowym USA w 2005 r. Po jego opublikowaniu osłabł dolar wobec euro powyżej 1,20 USD. Znaczenie amerykańskiej gospodarki jest zbyt duże dla koniunktury na świecie, by kolejne powiększenie deficytu mogło pozostać bez echa również na giełdach.
Późnym popołudniem dolar ponownie umocnił się w stosunku do euro i to dość znacząco, bo o godz. 17.00 w Londynie wyceniano je na 1,1915 USD. Dilerzy tłumaczyli to niczym innym, jak likwidacją pozycji we wspólnej walucie przez fundusze. Jednym z powodów osłabienia euro mogła też być potężna wyprzedaż, do jakiej doszło w piątek na rynkach surowców. Miedź staniała o ponad 3%. Cena ropy naftowej była najniższa od półtora miesiąca. W rezultacie spadły kursy takich spółek, jak BHP Billiton czy Totala.
Nie mieli powodów do zadowolenia również udziałowcy niektórych firm technologicznych. Akcje największego w Europie producenta półprzewodników STMicroelectronics spadły o 2,4%, bo ABN Amro obniżył rekomendację dla tej spółki z "kupuj" do "trzymaj". Z kolei największa skandynawska spółka telefoniczna TeliaSonera rozczarowała wynikami i kurs jej akcji spadł o 5,7%.
Indeks DAX zniżkował w piątek o 0,73%, CAC-40 spadł o 0,91%, a FTSE stracił 0,77%.
Kursy akcji amerykańskich spółek spadały w piątek od początku otwarcia sesji między innymi na skutek obaw, że tegoroczne zyski nie będą tak dobre, by podtrzymać wzrostową koniunkturę. Rozczarował inwestorów taki potentat jak Pfizer. Największy na świecie producent leków zapowiedział, że jego przychody będą porównywalne ze sprzedażą w 2005 r.