Z dużą uwagą przeglądam stare książki poświęcone wycenie akcji. Stosowane w nich definicje i wyceny ukazują, jak zmieniają się zasady funkcjonowania rynków kapitałowych. Uzbrojeni w obecną wiedzę najczęściej uśmiechamy się, widząc, jak kiedyś myśleliśmy i ocenialiśmy sytuację. I zawsze żałujemy, że wówczas nie mieliśmy tej wiedzy.
Przez wiele lat akcje wyceniane były na podstawie wypłacanej przez spółki dywidendy. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia również w Polsce - pierwsze głębokie spadki na giełdzie w 1992 roku spowodowane były rozczarowaniem inwestorów co do wysokości wypłacanej dywidendy. Wielu z nich - dość naiwnie - porównywało jej wysokość z lokatami bankowymi czy obligacjami. I przeżyło pierwsze rozczarowanie.
Inwestorzy zaczęli się uczyć, że kupując akcje inwestujemy w przyszłość. Dywidenda jest zaś przeszłością - dokładniej tą częścią zysku z poprzedniego roku obrotowego, która została przeznaczona do wypłaty. Nieco później pojawiły się wyceny oparte na zysku netto. Stwierdzono, że to, jaką dywidendę spółka wypłaci, zależy od tego, jakim zyskiem zakończy dany rok. Przy okazji dawało to nadzieję na to, że nawet jeżeli notowania akcji nie wzrosną, to do inwestorów trafi dywidenda. Co w czasach dekoniunktury na rynku ma istotne znaczenie. Wspomniana pierwsza bessa zakończyła się, gdy Exbud wypłacił swoją pierwszą dywidendę. W dniu w którym trafiła ona na rachunki zmęczonych inwestorów, ci zaczęli kupować akcje.
W kolejnych latach wielkości ekonomiczne uwzględniane w wycenach zaczęły przesuwać się w górę rachunku zysków i strat. Tak jak indeks giełdowy. Do modeli opartych na zysku netto dołożono podatek dochodowy i zapłacone odsetki, a zaraz potem amortyzację. To pozwoliło wyceniać spółki, które akurat przynosiły straty. Bo przecież to, jaki spółka będzie miała zysk netto, którego część przeznaczy na dywidendę, zależy od tego, jakie teraz płaci odsetki i jak duże ma odpisy amortyzacyjne. I tak powstały wyceny oparte na wskaźnikach EBIT i EBITDA.
W kolejnych latach - zwłaszcza w czasie hossy internetowej - te wielkości już nie wystarczyły. W niektórych sektorach zaczęto stosować wyceny oparte na przychodach ze sprzedaży. Bo przecież amortyzacja jest krótkotrwała, a odsetki tymczasowe, później można zacząć osiągać zysk netto i przeznaczyć jego część na dywidendę. A to zależy od przychodów ze sprzedaży.